Wyborcze zoo

Rzeczy z reguły wyglądają inaczej z zewnątrz i od środka. Inaczej to nie znaczy zaraz, że od frontu jest g… prawda, od środka „tyż prawda”, a może dopiero od podwórza to jest prawda najprawdziwsza i święta. Trzeba umieć to wszystko jakoś połączyć. A najpierw dokładnie obejrzeć. I właśnie oglądam sobie pierwsze komnaty wielkiego gmachu polityki, znanego mi wcześniej tylko z ulicy, i już nadziwić się nie mogę.

Co to jest? Spółdzielnia produkcji telewizyjnej? Narodowy System Obsady Stanowisk? A może walki kogutów w stodole? W czasie wyborów chyba jednak najbardziej polityka przypomina zoo w porze karmienia. Stworzenia wszelkiego płazu, małpki i uchatki, żółwie i hipopotamy walą jedno przez drugie, kwicząc, kołysząc się i pyski rozdziawiając ku karmicielowi. A ten skąpo daje, żeby zwierzaki nie zgnuśniały i lepiej się starały. Gdy już się nażrą, jeden więcej, drugi mniej lub zgoła wcale, natychmiast się rozłażą i wracają na swoje legowiska jak gdyby nigdy nic.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj