Podsłuchy i polityka
Papierowy zamach stanu
Po raz pierwszy w swej prawie siedmioletniej historii rząd Donalda Tuska stanął na krawędzi upadku. Chyba że służby specjalne złapią zleceniodawców i dysponentów nagrań, a ci okażą się postaciami na tyle ponurymi, że swoimi biografiami przykryją treść nagranych rozmów.
Jeśli nagrywano nielegalnie tak wiele osób z najwyższych kręgów władzy i biznesu, to w jakiejś „bibliotece” są dziś schowane potężne instrumenty destrukcji i szantażu.
Marek Kwiatkowski, Leszek Zych

Jeśli nagrywano nielegalnie tak wiele osób z najwyższych kręgów władzy i biznesu, to w jakiejś „bibliotece” są dziś schowane potężne instrumenty destrukcji i szantażu.

Nie musi to być upadek natychmiastowy, bo brakuje nie tylko procedur dla szybkich przedterminowych wyborów czy powołania nowego gabinetu, ale także woli sił politycznych. Premier też się nie poddaje. Rzecz jednak w tym, że walczy z cieniem. I tak może pozostać, gdyż w dotychczasowej historii tylko raz zdarzyło się wykrycie sprawcy przecieku, jakim był swego czasu szef Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wszyscy inni pozostają nieznani, a dochodzenia umorzono. Jeśli teraz coś jest inaczej, niż było, to ze względu na bezprecedensową w świecie skalę procederu, sprawiającą wrażenie zmasowanego ataku na wszystkie struktury państwa.

Tymczasem kolejne nagrania ciekną, lista podsłuchiwanych rośnie i ich waga polityczna jest rzeczywiście ciężka. Minister spraw zagranicznych swoimi negatywnymi opiniami o sojuszu polsko-amerykańskim stawia premiera w wyjątkowo nieprzyjemnej sytuacji, podając w wątpliwość ważny segment polityki zagranicznej, w który mocno zaangażowany jest prezydent. Jak dotąd na liście są: szef MSW, b. minister finansów, minister skarbu, b. rzecznik rządu, szef CBA, a na dodatek szefowie bardzo ważnych instytucji w państwie, prezesi banku centralnego i NIK oraz menedżerowie (szef PKN Orlen), najwięksi przedsiębiorcy prywatni (Jan Kulczyk).

To w istocie splot słoneczny państwa i w to miejsce poszło uderzenie. Nie wiemy, gdzie i kiedy to się zatrzyma, bo nagrań dokonywano przez długi czas. Piotr Nisztor, wypróbowany wielokrotnie pośrednik w dostarczaniu takich przesyłek do różnych mediów, zasugerował, że to są setki godzin nagrań.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj