Jest nowy sondaż poparcia dla partii. Co z niego wynika?
Podsłuchy a słupki
Jeden z pierwszych sondaży po wybuchu afery podsłuchowej przynosi kilka ciekawych rozstrzygnięć.
PiS wyraźnie wyprzedza Platformę: 31 do 24 proc.
PiS/Facebook

PiS wyraźnie wyprzedza Platformę: 31 do 24 proc.

PiS popiera 31 proc. Polaków, Platformę – 24 proc. – takie są wyniki poniedziałkowego sondażu TNS Polska dla TVP. Na trzecim miejscu z bardzo dobrym wynikiem 10 proc. jest Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego. Próg wyborczy przekroczyłby jeszcze SLD (8 proc.), na granicy są PSL (5 proc.) i Twój Ruch (4 proc.). Solidarna Polska i Polska Razem, czyli partie, które istnieją tylko formalnie – o czym za chwilę – mają po 2 proc. A 13 proc. wyborców jest niezdecydowanych.

To jeden z pierwszych sondaży po wybuchu afery podsłuchowej. Przynosi kilka ciekawych rozstrzygnięć.

Po pierwsze, na szczycie partyjnego rankingu PiS wyraźnie wyprzedza Platformę. Nie jest to rewolucja, bo partia Jarosława Kaczyńskiego prowadziła całymi miesiącami w zeszłym roku. W eurowyborach Donalda Tuska uratował konflikt Rosji z Ukrainą, ale nic dwa razy się nie zdarza i PiS wygra zapewne jesienne wybory samorządowe na poziomie sejmików.

Po drugie, straty Platformy są ograniczone. Badanie było przeprowadzone w najgorszym dla niej momencie, po ponadtygodniowym chaosie informacyjnym i łomocie, jaki premierowi spuściła większość mediów.

Potwierdza to wnioski płynące z poprzednich afer, czy to PiS, czy to Platformy – wyborcy są tak przywiązani do swoich partii, że nawet potężny medialny kryzys tego nie zmienia. W polityce wciąż dominują PO i PiS i nic nie wskazuje, by się to mogło szybko zmienić.

Po trzecie, potwierdza się teza o słabości lewicy. Leszek Miller i Janusz Palikot są bezradni, a wszystko, co proponują, pachnie stęchlizną. Rozumiem, że opozycja, zwłaszcza mała, nie ma wielkich możliwości, ale dobrego polityka poznaje się właśnie wtedy, gdy umie wykorzystać te szanse, które ma. Oczywiście nie można też wykluczyć tezy, że Miller boi się upadku Platformy, bo byłby to zarazem kres marzeń o powrocie SLD do władzy.

Po czwarte, widać, że afera podsłuchowa służy partii antyestablishmentowej. Nowa Prawica już sforsowała próg wyborczy w ogólnopolskiej kampanii, policzyła się, a każdy sondaż dający jej miejsca w Sejmie będzie ją wzmacniał. Okrzepnięcie Korwin-Mikkego może być jednym z ważniejszych skutków obecnego kryzysu.

Po piąte wreszcie, afera, którą publicyści tyleż niepokorni, co nieprzytomni porównują do Watergate, tworzy idealny pretekst do zjednoczenia prawicy. Zapomniana już Polska Plus (Kazimierz Ujazdowski, Jerzy Polaczek) została wchłonięta przez PiS po katastrofie smoleńskiej. Teraz łatwo powtórzyć tamten manewr: Jarosław Kaczyński w obliczu tak straszliwych wydarzeń może wybaczyć zdradę kilku politykom, a ci w obliczu tak straszliwych wydarzeń zapomną wszystko, co mówili o PiS w ciągu ostatnich miesięcy. Zanik małych partii prawicowych może być najważniejszym, co zostanie po aferze podsłuchowej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj