szukaj
Ściganie za ściąganie
Użytkownikom torrentów pozostaje bronić się, wskazując, że udostępniają tak naprawdę nie cały plik, lecz szereg jego niewielkich fragmentów.
Maksym Yemelyanov/PantherMedia

Użytkownikom torrentów pozostaje bronić się, wskazując, że udostępniają tak naprawdę nie cały plik, lecz szereg jego niewielkich fragmentów.

Coraz większy niepokój budzą tysiące listów z żądaniami zapłaty 550 zł, wysyłane do polskich internautów, którzy ściągają z sieci niektóre filmy. U naszego zachodniego sąsiada taki proceder jest już mocno zakorzeniony i wielu kancelariom adwokackim daje źródło stałego zarobku. Niemcy dostają listy z groźbami i jednocześnie propozycjami ugody nie tylko za dzielenie się filmami, ale także muzyką czy grami komputerowymi. Niektórzy płacą kilkaset, a nawet kilka tysięcy euro, inni czekają lub konsultują się z prawnikami. Część spraw kończy się przed sądami, które zazwyczaj karzą za piractwo, ale często zmniejszają kwotę, jakiej żądały w swoich pismach kancelarie.

W Polsce zagrożeni są ci, którzy korzystają z tzw. torrentów. W ten sposób nie tylko ściąga się pliki na swój komputer, ale już zapisane ich fragmenty jednocześnie udostępnia się innym internautom. To właśnie udostępnianie pirackich plików, czyli dzielenie się nimi, może być przestępstwem. Nie jest nim samo zapisywanie plików na własnym dysku, nawet jeśli pochodzą one z nielegalnego źródła.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+