Teczka z wędzonką
Wyjątkowe potknięcie lustracyjno-dziennikarskie spotkało „Rzeczpospolitą” 3 sierpnia. Robert Mazurek, dziennikarz, oraz Patryk Pleskot, historyk z IPN, ucięli sobie pogawędkę o dziennikarzach donosicielach w czasach PRL.

Początek:

„Mazurek: – Jaka grupa była najbardziej zinfiltrowana przez SB?

Pleskot: – Dziennikarze…

M: – O, jak miło…

P: – Wiele teczek, zwłaszcza z lat 80., zginęło. (…)

M: – Jak pan sądzi, dlaczego?

P: – Wielu z tych ludzi to ciągle czynni dziennikarze. Jeśli się pojawia jakiś ślad, to tylko strzęp dokumentów, bez teczki pracy.

M: – Zna pan wiele takich przypadków?

P: – To nie są przypadki, to reguła. My, historycy, widzimy po tych notatkach, że ktoś musiał być agentem SB, ale nie możemy o tym mówić, bo nie ma dowodów.

M: – Czasami jakieś nazwiska wypływają.

P: – I pojawia się Daniel Passent, ale mamy tam tylko zapis w ewidencji i pseudonim, a to nie uprawnia nas do rzucania oskarżeń.

M: – Dlaczego zniszczono resztę?

P: – Odpowiem w stylu Leszka Maleszki: to bardzo dobre pytanie (…)”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj