Służby specjalne poza kontrolą? Tak twierdzi NIK
Republika służb
Konkluzja z raportu NIK: służby specjalne nadzorują same siebie. A to znaczy, że pozostają poza wszelką kontrolą.
Konkluzja z raportu NIK: służby specjalne nadzorują same siebie. A to znaczy, że pozostają poza wszelką kontrolą.
Maciej Śmiarowski/Kancelaria Prezesa RM

Konkluzja z raportu NIK: służby specjalne nadzorują same siebie. A to znaczy, że pozostają poza wszelką kontrolą.

Z opublikowanego dzisiaj omówienia raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że chociaż upoważniony do nadzoru nad służbami specjalnymi jest premier, to nie wyposażono go w narzędzia umożliwiające sprawowanie rzeczywistej władzy nad ABW, AW, SKW, SWW i pozostałymi instytucjami zaliczanymi do grona służb ze specjalnymi uprawnieniami. Dlatego chociaż premier może wydawać służbom polecenia, to nie ma możliwości weryfikacji, czy zostały one wykonane i w jaki sposób. Szef rządu sprawuje nadzór jedynie iluzoryczny, a de facto jest pozbawiony takich kompetencji.

Premier w polskim systemie jest przewodniczącym Kolegium do spraw Służb Specjalnych, czyli ciała teoretycznie nadrzędnego w stosunku do tych służb. W praktyce Kolegium działa sobie, a służby sobie. Nie ma przepisów regulujących relacje między premierem i jego ministrami, a instytucjami wyposażonymi w specjalne uprawnienia. Na dobrą sprawę nawet kiedy mianowani przez premiera szefowie poszczególnych służb mieliby najlepszą wolę i chcieli informować szefa rządu o swoich działaniach, to brak stosownych przepisów im to uniemożliwia. Mogliby zostać postawieni w stan oskarżenia za ujawnianie tajemnic państwowych i służbowych niepowołanej osobie, czyli premierowi – taki paradoks.

Nie istnieje system, działają tylko jego wycinki, a to powoduje pogłębiający się chaos. Brakuje przede wszystkim całościowej ustawy o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych, czyli swoistej konstytucji obejmującej swoim zakresem wszystkie działające w Polsce służby. Brakuje też zapisanego w prawie mechanizmu kontrolnego. Nawet szefowie służb, pełniący swoje funkcje w systemie kadencyjnym, przeważnie od wyborów do wyborów, też nie w pełni są w stanie kontrolować pracę swoich podwładnych. Doświadczeni w bojach funkcjonariusze mają przecież przewagę rutyny nad swoimi bezpośrednimi nadzorcami, często wyłącznie z politycznego nadania kierującymi zespołami do zadań specjalnych.

Premierowi do tej pory ten stan nie przeszkadzał. Nie ukrywał, że służby specjalne to nie jest jego hobby. Nie zna się na ich pracy, nie interesują go sprawy tajne przez poufne. Po raporcie NIK powinien jednak zmienić nastawienie i coś przedsięwziąć. Na przykład przyspieszyć prace nad ustawą operacyjno-rozpoznawczą i przepisami uzupełniającymi.

Nie znamy wniosków pokontrolnych wynikających z raportu NIK, a skierowanych do premiera, bo szczegóły kontroli inspektorów Izby też są objęte klauzulą najwyższej poufności. Jak wszystko, co dotyczy tej sfery ochrony bezpieczeństwa państwa i jego obywateli. Właśnie ta głęboka poufność leży też u podstaw nieco obłędnego systemu, w którym służby, powołując się na klauzule tajności, mogą hasać jak osławieni machnowcy w Hulajpole i tworzyć w demokratycznym państwie zupełnie osobną republikę. Wyłączoną z jawności i autonomiczną.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj