Nowe polityczne rozdanie: dama i cztery figury
Gra w pięć kart
Władza Donalda Tuska tak urosła przez siedem lat, że nie można jej było przekazać jednej osobie. Dlatego została rozparcelowana. Jeszcze nikt naprawdę nie przejął rządów po Kierowniku. Na razie jest Dyrektoriat.
Karty są dopiero układane, zawodnicy – jak to się mówi – pozycjonują się wobec siebie.
Polityka

Karty są dopiero układane, zawodnicy – jak to się mówi – pozycjonują się wobec siebie.

Tusk miał władzę formalną i nieformalną. Była to władza konstytucyjna, ale także oracyjna, psychologiczna czy nawet w pewnym sensie moralna, zwłaszcza wobec Platformy, w której niemal każdy coś Tuskowi zawdzięcza, podobnie jak w rządzie. Ale też wobec prezydenta, którym Bronisław Komorowski został tylko dlatego, że tej posady nie chciał ówczesny premier. Takiej władzy nie da się tak po prostu odziedziczyć w jej całej nienaruszonej mocy. Trzeba ją sobie wywalczyć, potwierdzić w wielu, często krytycznych, sytuacjach. I to pod ogniem opozycji, pod ciśnieniem intryg, walk frakcyjnych, a także afer, które bez przerwy rodziły się i będą się rodzić. Na taką walkę dzisiaj jeszcze nikt nie jest gotowy, ale ktoś ją musi wygrać.

Dama

Dzisiejsza kariera Ewy Kopacz, zresztą tak jak i poprzednie jej awanse, wzięła się z nadania Donalda Tuska. Nic dziwnego, że dopóki nie zostanie ona potwierdzona przez realną politykę nowego rządu oraz przez odbudowaną sprawność Platformy, będzie odbierana nieufnie i na kredyt. Może się okazać, że Ewa Kopacz była najsilniejsza w momencie powołania na stanowisko premiera, kiedy poręka Tuska była oczywista, a potem będzie już tylko słabsza. Ostatni rok drugiej kadencji PO jest naszpikowany wysiłkowymi egzaminami wyborczymi, przy falujących sondażach opinii społecznej, przy nagromadzonych kłopotach gospodarczych, przy nieobliczalnym konflikcie na Wschodzie.

Ale aby się z takimi wyzwaniami konfrontować, trzeba mieć prawdziwą władzę, którą Kopacz musi dopiero wywalczyć. Czy da radę kontrolować partię, wnikać w jej wszystkie zależności i układy, gasić niebezpieczeństwa w zarodku? Wielu w to wątpi. Już podczas układania swojego gabinetu nowa premier znalazła się pod dużą presją oczekiwań, by nie powiedzieć, żądań prezydenta, który pozwolił sobie nawet na bezprecedensową dyskredytację Jacka Rostowskiego jako kandydata na ministra spraw zagranicznych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj