Pożegnanie Tuska
I się skończyło. Na konwencji krajowej Platformy Obywatelskiej w Warszawie partia pożegnała swojego przewodniczącego, który odpłynął do Brukseli. Pożegnała godnie i ze wzruszeniem oraz dekorując funkcją przewodniczącego honorowego.
Ewa Kopacz i Donald Tusk podczas konwencji PO, Warszawa, 8 listopada 2014
PO/Facebook

Ewa Kopacz i Donald Tusk podczas konwencji PO, Warszawa, 8 listopada 2014

Tak oto zamknął się jakiś ważny historycznie – bez większej przesady – etap dziejów III RP. Również najważniejszy jak do tej pory etap biografii politycznej Donalda Tuska.

Polityka, co udowodnił wielokrotnie, niezwykle skutecznego, rozwijającego się wraz ze swoją karierą, obdarzonego talentami do uprawiania media-demokracji, dobrego taktyka i zapewne też stratega, choć w tym wymiarze można na pewno dyskutować.

A też dość w sumie tajemniczego, skrytego, oddzielonego od swojego otoczenia jakąś kurtyną, zawsze gotowego do radykalnych posunięć personalnych i porzucenia starych lojalności na rzecz nowych. Do czasu.

Powrót króla?

To zadziwiające, że Tusk nie doczekał się jakiejś porządnej biografii, analizy, choć pospiesznych tekstów dziennikarskich są tony. Rozstrzelonych zresztą w różne strony i wedle krańcowo odmiennych opinii. Jak gdyby potencjalni autorzy zakładali, że ta kariera jest w nieprzerwanej kontynuacji, że trwa i trudno o jakieś podsumowania.

Można nawet to jakoś rozumieć, gdyż żegnając Tuska w kraju, nie możemy założyć na pewno, że do Warszawy na wysokie stanowiska już nie wróci. Zwłaszcza że przewidywany czas emigracji politycznej byłego premiera jest liczony co najwyżej na pięć lat.

Trudno sobie wyobrazić, by potem, w pełni sił i ze zgromadzonym kapitałem doświadczeń, zamknął się nagle w swoim domu na Wybrzeżu i zaczął pisać wspomnienia. Wariantów politycznych na przyszłość nie brakuje, z walką o prezydenturę na czele.

Kryzysy i zygzaki

Donald Tusk najpierw wywalczył sobie pozycję nadrzędną w partii, którą współzakładał. Potem w polskiej polityce, co potwierdzał kolejnymi zwycięstwami nad Jarosławem Kaczyńskim. Trwało to latami, długimi latami. Ileż po drodze było kryzysów i afer, roszad personalnych, zygzaków, przemówień i wywiadów, obietnic i zaniechań, ile kłótni i ile wyjazdów zagranicznych, ile wylano ciepłej wody z kranu… Aż się Tusk zmęczył, zaczął tracić siły, Platforma poparcie, a on osobiście zaufanie i sympatię wyborców. Znudził się.

Sam tak to zaczął nazywać i to rozumieć. Mimo składanych wcześniej obietnic i mimo wątpliwości i wyrzutów dość powszechnych zdecydował się osierocić rząd i własną partię, zostawić te władze i te odpowiedzialności Ewie Kopacz. I być może to jest właśnie dowód nie tylko na zręczność taktyczną Donalda Tuska, także na jego talenty strategiczne. Bo nie ulega wątpliwości, że sam to wymyślił, sam to zrobił (oczywiście sprzyjała mu koniunktura w UE) i sam stworzył kolejne fakty historyczne.

W każdym razie efekt polityczny tych nowych faktów jest zupełnie niezły, nie tylko dla Platformy Obywatelskiej, której popularność wzrosła niebywale. Także w ogóle dla polityki polskiej. Bo usunięcie się Donalda Tuska drugiego samca alfa, czyli Jarosława Kaczyńskiego, pozostawiło samotnego na ringu – gdy tymczasem Ewa Kopacz gdzieś na boku zaprasza do stołu, by razem zjeść ptysia i sobie pogadać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj