Za droga, nieprzydatna, słabej klasy? Jaka jest nowa broń polskiej armii
JASSM 158 to jeden z najnowocześniejszych pocisków w arsenale amerykańskiej armii. Dzięki podpisanej dziś umowie za trzy lata będą również w polskim arsenale. Zakup obrósł wieloma mitami. Zmierzmy się z nimi.
MON/materiały prasowe

Pocisk manewrujący o niskiej wykrywalności, produkowany przez światowego giganta zbrojeniowego Lockheed Martin. Od zaledwie kilku lat jest na wyposażeniu amerykańskich jednostek. Za trzy lata takimi samymi operować będą mogli również polscy piloci myśliwców F-16. Taki szybki transfer najnowocześniejszej technologii to ewenement w relacjach polsko-amerykańskich. Przetarg obrósł całą masą mitów. Oto kilka z nich:

JASSM są za drogie

Kontrakt na dostawę 40 pocisków wraz z zestawami ćwiczebnymi i testowymi wyceniony jest na 250 mln dolarów. Przeliczając po dzisiejszym kursie za dolara, wyniesie jakieś 840 mln zł. Jeśli podzielić kwotę przez liczbę pocisków, okazuje się, że za jeden zapłacimy 21 mln zł. Jakby nie liczyć: drogo. Tylko że w cenę wliczony jest również pakiet modernizacyjny 48 polskich myśliwców F16. Modernizacja obejmie systemy naprowadzania i ochrony. Pierwsze Jastrzębie wylądowały w Polsce już prawie dziesięć lat temu. To już najwyższy czas na modernizację i z pewnością nie byłaby to usługa tania. To całkowicie zmienia koszty.

Według niektórych mediów koszt jednego pocisku dla armii amerykańskiej oscyluje w kwocie od 1 do 3 mln dolarów. Już skala dokładności wiele mówi o źródle. Na dodatek to amerykańska armia zapłaciła za stworzenie tych pocisków. Zapłaciła tak dużo, że program omal nie został skasowany. Trudno oczekiwać, że Ameryka nie będzie chciała tych kosztów odzyskać.

Są lepsze pociski niż JASSM

Na palcach jednej ręki policzyć można producentów, którzy produkują broń tego typu, i to tak zaawansowaną. To, że JASSM nie jest jedyną rakietą, nie zmienia faktu, że jest jedyną, jaką oficjalnie chciano nam sprzedać. I jest też właściwie jedyną, jaką mogliśmy kupić, bo do ich przenoszenia potrzebna jest platforma, czyli samolot. A tak się składa, że nasze samoloty są amerykańskie albo rosyjskie. Wybór mieliśmy niewielki. Amerykanie sprzedają nam najnowocześniejszy pocisk i swoje doświadczenie w jego używaniu.

JASSM się nam na nic nie przyda

Najsłabszą stroną tej umowy jest kwestia nie ceny ani jakości oferty, tylko jakość kupującego. Polska nie dysponuje systemami rozpoznania i namierzania celów, które widziałyby tak daleko, jak daleko polecieć mogą pociski JASSM 158, czyli na 370 kilometrów. Według nieoficjalnych źródeł związana jest z tym wysoka cena zakupu. Amerykanie dają nam nie tylko możliwość posiadania najnowocześniejszych pocisków na świecie, ale też ich skutecznego użycia przy odpowienim rozpoznaniu celów.

JASSM w ogóle nie są nam potrzebne

W czasie uroczystości minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak dosyć szeroko mówił o zagrożeniu płynącym ze strony Rosji. To jeden z tych polityków, którzy ważą słowa. Rosja rzeczywiście coraz ostrzej testuje cierpliwość swoich sąsiadów. Może to tylko gra. Ale jeśli Putin powie „sprawdzam”, to JASSM-y bardzo się przydadzą. Czego sobie i Państwu nie życzę.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj