Świąteczne życzenia od POLITYKI
Gorące życzenia lekkiego ochłodzenia
Taki mamy klimat, że pewnie znowu nie będzie śniegu na Boże Narodzenie. W tym wydaniu POLITYKI znalazłem informację, że średnia temperatura kończącego się roku była najwyższa od dekady. Nie wiem, czy to się od razu przenosi na ludzi, ale świat przed świętami jest odczuwalnie przegrzany.
Redaktor naczelny tygodnika POLITYKA – Jerzy Baczyński
Michał Mutor/Agencja Gazeta

Redaktor naczelny tygodnika POLITYKA – Jerzy Baczyński

Polityka

Andy Schultz/Flickr CC by 2.0

Po raz pierwszy od dawna mamy wojnę w naszym regionie Europy. Przez ponad rok na tyle zdążyliśmy się już z nią oswoić, że nie burzy w Polsce świątecznego nastroju. Mamy, być może nieco złudne, przekonanie, że razem z sojusznikami robimy, co możemy, żeby pomóc Ukrainie i zniechęcić Rosję do eskalacji konfliktu. Jednak czort wie, co z tego będzie, bo nasz wielki sąsiad, Rosja, zachowuje się nieprzewidywalnie, a my dopiero szukamy właściwych odpowiedzi. Jeśli mielibyśmy sporządzać zestaw tegorocznych świątecznych życzeń, „pokój Ukrainie” powinien się znaleźć zaraz po wszystkich prywatnych zamówieniach do losu, a „Hej, sokoły!”, odśpiewane tuż po kolędach. Bo to tam, na Ukrainie, jest teraz źródło największego, bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa naszego poukładanego światka.

Jeszcze dalej, aż na Bliskim Wschodzie, mamy kolejną gorącą wojnę – Syria, Irak, Państwo Islamskie – nowa, też chyba diabelska, nakładka na konflikt rozdzierający od dziesięcioleci Ziemię Świętą. Nie poślemy polskich żołnierzy na tę wojnę – Irak i Afganistan wystarczą już nam aż nadto – ale ona może dotrzeć do nas. Zachód panicznie, i słusznie, boi się islamskiego terroryzmu. My niby wciąż jesteśmy nieco na wschód od Zachodu, ale jak pokazała bezsensowna sprawa tzw. więzień CIA znowu nie tak daleko. Gorzej, że ta południowa wojna, skalą okrucieństwa, liczbą ofiar i tragedią setek tysięcy uchodźców, relatywizuje, spycha na drugi plan bliską nam wschodnią wojnę.

W dodatku bogata Europa i Ameryka, od których reszta świata oczekuje, że coś zrobią w sprawie bliskowschodniego konfliktu (no bo kto inny?), są przeciążone wewnętrznymi napięciami politycznymi i wymęczone trwającym pięć lat kryzysem finansowym. Polski wkład w ogarnięcie tego chaosu na razie ogranicza się do wydelegowania Donalda Tuska na stanowisko „najwyższego międzynarodowego przedstawiciela Unii Europejskiej”. Tu jednak same życzenia sukcesów (nawet od Jarosława Kaczyńskiego) nie wystarczą; Polska, solidarnie z resztą Unii, będzie musiała wziąć na siebie część odpowiedzialności za stan świata. Tusk raczej nas wciągnie w „kłopoty Zachodu”, niż przed nimi ochroni. Więc w chrześcijańskie Boże Narodzenie życzmy pokoju braciom w islamie i w judaizmie.

Na tle tych najgorętszych punktów współczesnego świata Polska pozostaje miejscem cichym i spokojnym. Przegrzana jest tylko polska polityka. Wystarczy choćby na krótko wyjechać z kraju, nabrać odrobiny dystansu, żeby zobaczyć to, co widzą obcy: radzimy sobie lepiej niż ktokolwiek w naszym regionie i niż sami mogliśmy przypuszczać. Wewnątrz i na co dzień, zwłaszcza jeśli dopuścić do uszu polityczną retorykę, można odnieść wrażenie, że ojczyzna chyli się ku upadkowi, tłumiona jest wolność słowa, wybory sfałszowane, opozycja prześladowana, władze niesuwerenne i skorumpowane, a unijni emigranci to właściwie uchodźcy.

Przesada i nieracjonalność tego opisu, często na granicy groteski, w zasadzie uniemożliwiają polityczną debatę, a w jakiejś mierze paraliżują polską demokrację, utrudniając naturalną rotację ekip. Jesteśmy akurat w połowie wyborczego „czteropaku”. Dziś nie wydaje się, aby po wyborach 2015 r. miało dojść do jakiejś zasadniczej zmiany układu władzy, ale to będzie okropny kampanijny okres. Padną zapewne wszystkie możliwe oskarżenia i pomówienia, będziemy się uganiać za kolejnymi aferami dnia i tygodnia. Szkoda, że spór polityczny stał się już wyłącznie domeną emocji, głównie mrocznych. Przez lata, w przedświątecznej atmosferze, składaliśmy sobie i Państwu życzenia, żeby zelżała ta nieproduktywna, nużąca wojna na miny, gesty i słowa. Ale chyba już trzeba machnąć ręką. W tym obszarze życzenia się nie spełniają.

W przyszłym roku wysokich temperatur i wyładowań możemy się też spodziewać na froncie światopoglądowym. Wszędzie na świecie debaty o aborcji, in vitro, prawach homoseksualistów, eutanazji, eugenice, antykoncepcji, ochronie zwierząt, ochronie uczuć religijnych, równości płci itp. wywołują gorące spory. I dobrze, choć z góry wiadomo, że tam, gdzie wchodzą w grę odmienne aksjologie, stanowiska są na ogół nieuzgadnialne. Wiele z tych wyborów liberalne demokracje pozostawiają więc w sferze sumienia i wolności obywateli. My jeszcze nie doszliśmy do tego etapu. Spory światopoglądowe przybierają u nas formę pseudoreligijnych wojen, ochoczo wspieranych przez część polskiego Kościoła. Religia splata się tu z polityką, wnosząc do demokratycznej rywalizacji o władzę język i emocje „nie z tego świata” i porządku. Akurat w Święta Bożego Narodzenia, gdy przypominamy sobie o łagodności i cieple ewangelicznej tradycji, ta rzeczywistość Kościoła bojowego, mentalnie i emocjonalnie zamkniętego, jest szczególnym dysonansem. Nawet jeśli to tylko część katolickiej Wspólnoty. Życzyć by sobie trzeba choćby tolerancji i miłosierdzia dla inaczej myślących i żyjących.

Zresztą: do czego służą życzenia? Właściwie to jakiś atawistyczny, może nawet nieco infantylny obyczaj. Niezobowiązująca deklaracja intencji. Mówimy, czego byśmy chcieli dla siebie i dla innych, gdyby Los reagował na nasze prośby. I odrzucił życzenia sprzeczne z naszymi. Ale taki rachunek życzeń, sporządzany u progu nowego roku, jest jednak ćwiczeniem wartym wykonania. Dobrze zdać sobie sprawę, co uważamy za lepsze, a co za gorsze – i co możemy zrobić, żeby raczej zrealizowało się pierwsze niż drugie.

Miłych (i może jednak Białych) Świąt.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj