Czy zwierzęta mają prawa? Nie dla wszystkich to oczywiste
Nikt nie chciałby być psem Terlikowskiego
Artykuł Tomasza Terlikowskiego, w którym – w imię wiary katolickiej – pozbawia on zwierzęta wszelkich praw, wzbudził sporo emocji, ale polemizować z nim poważnie nie sposób.

Nie tylko dlatego, że jak zwykle miesza on prawo boże ze świeckim. Jeśli chodzi o poziom absurdu, Terlikowski przeszedł sam siebie. „Im więcej opowiada się o »prawach zwierząt«, tym częściej łamie się prawa ludzi”.

Mocne. Ale bez sensu. W jego ukochanym średniowieczu o prawach zwierząt nikt nie opowiadał, a z prawami człowieka było gorzej niż dziś. Z prawami dzieci było jeszcze gorzej; i to nie tylko tych, które, jak pisze, „dla niepoznaki nazwane są zarodkami”.

Zwierzęta nie mają praw – przekonuje Terlikowski – bo nie mają obowiązków. Choć sam czarno na białym stwierdza, że mają obowiązek oddać życie na kotlety dla jego wielodzietnej rodziny. Argument, że zwierzęta nie odczuwają cierpienia, trąci prymitywnym i archaicznym kartezjanizmem, z którym nauka dawno się pożegnała. Wypada najwyżej złapać się za głowę.

Zresztą ciężar poważnej polemiki z Terlikowskim wzięli na siebie prawicowi publicyści, zaniepokojeni, czy aby należą do tego samego Kościoła.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną