Pies czyli kot
Pomyślę o tym jutro
W listopadzie zeszłego roku wiosna panowała w przyrodzie, święta Bożego Narodzenia już trwały, Mikołaje i kolędy snuły się w supermarketach – czyli wszystko normalnie było, jak to w Polsce.

Andrzej Duda, poseł PiS, czytał rano w domu gazetę, gdy zadzwonił telefon. Odebrał. Nikt się nie odezwał. Poseł zrozumiał, że to do drzwi. Otworzył.

Zobaczył prezesa Kaczyńskiego z posłami Błaszczakiem i Brudzińskim. Przyszli z kwiatami, zachwyceni decyzją podjętą przez Dudę. Poseł początkowo nie wiedział, o jaką decyzję chodzi, bo skupił się na czytaniu. Tymczasem ci trzej chcieli mu pogratulować, że postanowił kandydować na prezydenta RP. Z urzędującym Komorowskim „zestawi się młodość, energię, ale też kompetencje, wiedzę i europejski sznyt” – cieszył się Brudziński. Programem kandydata będzie realizacja testamentu Lecha Kaczyńskiego. PiS w stu procentach zaangażuje się w kampanię, bowiem już po ośmiu latach w opozycji zapowiedział, że „ma ambicje”, aby powstał pogłębiony i uzupełniony program gospodarczy. Będzie on bardzo szczegółowy, z rozwiązaniami ustawowymi.

Do tych wyjątkowo konkretnych obietnic prezes dołoży marsze w obronie demokracji, które w czasie kampanii wyborczych AD 2015 zamierza urządzać w każdym dawnym mieście wojewódzkim.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną