PiS zawiesza senatora Biereckiego. Po wyborach odwiesi?
Zawieszenie w prawach członka klubu parlamentarnego PiS to ruch, który właściwie nic nie znaczy. To kara czysto symboliczna. Jest kampania, trzeba pożary dusić w zarodku – zdają się kalkulować w partii.
Adam Chelstowski/Forum

Na początek garść cytatów: „to właściwie jedyny taki człowiek w Polsce, który stworzył z niczego dużą instytucję finansową”, „niewielu jest finansistów w Polsce, którym leży na sercu los najsłabszych. Grzegorz Bierecki jest takim właśnie człowiekiem”, „dzięki swojemu doświadczeniu, wiedzy i mądrości potrafi przedstawiać konkretne propozycje rozwiązań. Działań, które ulżą ludziom w ich codziennych bolączkach i poprawią los wielu Polaków”. Tak, tak, w ten sposób chwalić potrafi tylko prezes Jarosław Kaczyński.

Nie trzeba więc wykazywać się wielką przenikliwością, by wiedzieć, że po wyborach polityczne życie senatora Biereckiego wróci do normy. Trudno zresztą powiedzieć, by od tej normy mocno odbiegło po decyzji szefostwa klubu PiS. Zawieszenie to bardzo łagodna kara jak na skalę problemu. Wyjaśnianie powodów takiej, a nie bardziej drastycznej decyzji byłoby oczywistością.

Bierecki jest zbyt ważny dla partii i wielu jej prominentnych członków, by go z niej wyrzucać. I nie dlatego, że jest człowiekiem bardzo zamożnym (choć jest), ale dlatego, że znakomicie potrafi wykorzystać swoje zasoby finansowe w bieżącej polityce (m.in. zasiada w spółce, która jest udziałowcem firmy wydającej wpływowe na prawicy media: tygodnik „wSieci” oraz serwis internetowy wpolityce.pl). Nie bez przyczyny PiS i prezydent Lech Kaczyński przez lata z dużym, nawet jak na polskie warunki, zaangażowaniem wspierali SKOK-i (z którymi mocno związany jest Bierecki).

Takich ludzi ot tak, po prostu nie wyrzuca się za drzwi. Nawet jeśli mogą zagrozić samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu (o ambicjach Biereckiego, sięgających nawet prezydentury, słychać od dłuższego czasu), nawet jeśli jeden z najważniejszych państwowych urzędów, czyli Komisja Nadzoru Finansowego, alarmuje, że z systemu SKOK do prywatnej spółki, w której można odnaleźć Grzegorza Biereckiego, został wyprowadzony majątek o wartości kilkudziesięciu milionów złotych (media piszą o co najmniej 65 mln; „Wprost” oskarża, że stało się to z udziałem samego senatora).

Sprawą na polecenie premier Ewy Kopacz zajmują się CBA i ABW, posiedzenie na ten temat odbędzie również sejmowa komisja finansów publicznych. Ale lata miną, nim cokolwiek (jeśli w ogóle) zostanie Biereckiemu udowodnione. Tymczasem „afera” za kilka miesięcy przyschnie i nic nie będzie stało na przeszkodzie, by senator wrócił w parlamentarne szeregi Prawa i Sprawiedliwości (być może już w nowej kadencji).

O tym, jak działają SKOK-i i jak Bierecki zdobywał władze nad nimi, POLITYKA pisze od dawna (czytaj obok). Szkoda, że dopiero od niedawna zajmują się tym odpowiednie instytucje państwa. Gdyby zareagowały wcześniej, być może Grzegorza Biereckiego w ogóle nie byłoby w polskim parlamencie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj