Akademia lęku
Przeminął czas, jakże niedawny jeszcze, gdy uniwersytet był wyspą komfortu i zaufania na burzliwym oceanie społecznego świata.

W Polsce też tak było – przez dwie pierwsze dekady wolności, gdy już miłościwie panująca partia wyzionęła ducha, a demony rynku i biurokracji jeszcze się nie rozgościły. Dzisiaj jest inaczej. Uniwersytet stał się na powrót, jak za komuny, przestrzenią niepewności, lęku i nieufności. Nikt nie czuje się tutaj bezpiecznie i nikt nie czuje się tu jak w domu. Wielki Moloch rządzi niewidzialną ręką. Działa subtelnie. Jego sługi oplatają cię powoli niezliczonymi nitkami, z których każda może i da się zerwać, lecz wszystkie razem pętają cię i obezwładniają jak pajęczyna. Powoli z profesora zamieniasz się w muchę bezradnie bzyczącą w sieci i oczekującą na coś jeszcze gorszego. Narasta w tobie niewczesna tęsknota do emerytury.

Zmiana przyszła podstępnie i przybrała formy groteskowe, jak zwykle, gdy wydarza się w jakimś obszarze życia zła modernizacja. Było tak i za komuny.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj