Premiera filmu „Smoleńsk”. Jaką wizję historii zobaczymy na srebrnym ekranie?
Dokręcanie „Smoleńska”
Dziś premiera filmu „Smoleńsk”Antoniego Krauzego. Obraz ma nawracać na wiarę w zamach. Czego można się spodziewać po wygaszeniu świateł na kinowej sali?
Krakowskie Przedmieście - zdjęcia do filmu „Smoleńsk”
Adam Lach/Napo Images

Krakowskie Przedmieście - zdjęcia do filmu „Smoleńsk”

Zbiórka pieniężna ogłoszona przez wspierającą film Fundację Smoleńsk 2010 zakończyła się połowicznym sukcesem.
Adam Lach/Napo Images/Forum

Zbiórka pieniężna ogłoszona przez wspierającą film Fundację Smoleńsk 2010 zakończyła się połowicznym sukcesem.

Ostatni klaps na planie „Smoleńska” ma paść 20 kwietnia.
Adam Lach/Napo Images/Forum

Ostatni klaps na planie „Smoleńska” ma paść 20 kwietnia.

Dorota, atrakcyjna brunetka po czterdziestce, pracuje w jednej z prywatnych telewizji (TVN24?). Na polecenie szefów prowadzi dziennikarskie śledztwo, które ma wyjaśnić, kto naciskał na pilotów, by mimo mgły wylądowali w Smoleńsku („kto ich do tego zmusił?”, „po jakiego chuja tam w ogóle lecieli?”). Ci, którzy tępo wierzą w pancerną brzozę, podpowiadają Dorocie tropy: w kokpicie był generał (w domyśle Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych, choć jego nazwisko nie pada), podsuwają informatorów, którzy twierdzą, że przed wylotem krzykiem zmusił pilota do lotu.

Główna bohaterka filmu początkowo myśli jak szefowie – że do tragedii doprowadził błąd pilotów. Ale jej wiara stopniowo, scena za sceną, zaczyna się chwiać. Pomaga w tym wiele osób, które spotyka – większość z nich wątpi w to, co mówi mainstream – dzięki czemu manipulacje szefów Doroty szybko wychodzą na jaw. A to kolega, amerykański dziennikarz David, rzuci uwagę typu: „Wierzycie w te ruskie stenogramy?”, to znów informator – były współpracownik prezydenta – stwierdzi, że już po wizycie prezydenta w Gruzji w 2008 r. było wiadomo, że Ruscy prezydentowi tego nie darują. Nawet od przypadkowo spotkanych w pociągu osób dziennikarka słyszy: „Może to i był zamach”. Tak, powoli wszystko zaczyna składać się w całość.

Patriotyczne gwiazdy

W scenariuszu, do którego dotarliśmy, wszystko przemawia przeciwko oficjalnej wersji o przyczynach katastrofy. Pewnego dnia podczas joggingu Dorota trafia w Lesie Kabackim na miejsce, gdzie w 1987 r. rozbił się Ił-62M ze 183 osobami na pokładzie. Dziennikarka nie zna tej historii, ale słyszy od przypadkowego przechodnia: „Widać, jak tu wyciął trzysta metrów lasu, zanim uderzył w ziemię. Zrobił wielki krater, kawałek stąd!”. Już dzień później występujący w scenariuszu jako Spec „postawny mężczyzna koło czterdziestki” dopowiada: „Tu-154 to maszyna na bazie konstrukcji bombowca. Ma jeszcze mocniejsze skrzydła niż Ił, który wykosił zagon lasu na Kabatach”. Te i inne bardziej przypadkowe spotkania i rozmowy, w których pada również słowo „zamach”, tajemnicze samobójstwa jej informatorów, nie pozostawiają innej możliwości, jak odrzucić wiarę w mgłę i błąd pilotów.

Twórcom „Smoleńska” to jednak nie wystarcza. Żeby widz sam nie zgubił tropów, twórcy podsuwają też inne, wymowne obrazy: scenę z miejsca katastrofy z udziałem tajemniczego dyplomaty (gra go sam Jerzy Zelnik), który każe towarzyszącym mu żołnierzom zarekwirować zdjęcia zrobione przez polskiego operatora telewizyjnego. Gdy tamten protestuje, rzuca: „Mnie tu nie ma”. Są też takie, jak z Pałacu Prezydenckiego, gdzie funkcjonariusze ABW z tajemniczą kobietą z kluczami wkraczają do gabinetów ofiar katastrofy i konfiskują dokumenty. Podobna scena powtarza się w hotelu sejmowym. Pojawia się też postać profesora, o którym ojciec głównej bohaterki mówi: „Całe szczęście, że są tacy, którzy się nie boją. Znoszą drwiny, nagonkę, wiedzą, że Nobla za Smoleńsk nie dostaną”.

W rolę Doroty wcieliła się mało znana aktorka Beata Fido, do niedawna zatrudniona w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, w którym odpowiadała za kontakty z zagranicą. Lata 90. spędziła w USA, grając w tamtejszych teatrach, po powrocie występowała m.in. w „Klanie”. (Fido, podobnie jak i wielu innych aktorów i twórców „Smoleńska” z reżyserem na czele, nie chciała rozmawiać z POLITYKĄ).

Jednak obsada filmu jest – nie tylko z punktu widzenia prawicowego widza – niemal gwiazdorska. Zagrają w nim aktorzy bardzo zasłużeni dla „środowisk patriotycznych”, ale i tacy, którzy mają na koncie dobre role i zagrali w ważnych dla polskiego kina filmach. Zobaczymy Ewę Dałkowską (w roli Marii Kaczyńskiej), Lecha Łotockiego (Lech Kaczyński), Jerzego Zelnika, Marię Gładkowską, Annę Samusionek, Marka Bukowskiego, Andrzeja Mastalerza (ostatnio widziany w miażdżonym przez prawicę „Pokłosiu”), Redbada Klynstrę oraz gwiazdę spotkań pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu Katarzynę Łaniewską (znaną m.in. z serialu „Plebania”, tu zagra Annę Walentynowicz). Jak można było przeczytać w prawicowym serwisie Niezależna.pl, wielu z nich podziwianych jest od lat „za odwagę cywilną i publiczne wypowiedzi krytykujące rządową wersję wydarzeń z 10 kwietnia”.

Nie najgorsza jest ekipa twórców. Oprócz reżysera Antoniego Krauzego znaleźli się w niej autor muzyki Michał Lorenc. Za kamerą stanie Michał Pakulski, siostrzeniec Jana Jakuba Kolskiego – w jego filmie „Zabić bobra” był autorem zdjęć, za które dostał Złotą Żabę na festiwalu Camerimage w 2012 r.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj