5. rocznica katastrofy smoleńskiej, wciąż jesteśmy podzieleni
Prawo do polskiej flagi
Nigdy razem, zawsze osobno. Tak jak dziś, tak w przewidywalnej przyszłości Polska będzie obchodziła kolejne rocznice tragedii smoleńskiej.
Obchody 5. rocznicy katastrofy na Krakowskim Przedmieściu
Adam Chełstowski/Forum

Obchody 5. rocznicy katastrofy na Krakowskim Przedmieściu

Polskie władze oddały hołd ofiarom pod pomnikiem na warszawskich Powązkach
Kancelaria Prezesa RM

Polskie władze oddały hołd ofiarom pod pomnikiem na warszawskich Powązkach

Podział na Polskę pisowską i niepisowską jest tak głęboki, że można mówić o dwóch odrębnych światach, które ze sobą nie potrafią i nie chcą się kontaktować. Światach mentalnych i kulturowych, nie tylko politycznych.

Szedłem dziś w Krakowie ul. Łobzowską, gdzie mieści się biuro poselskie Prawa i Sprawiedliwości. Z budynku zwisały flagi narodowe. Reszta ulicy nie była udekorowana. Piątkowy „Dziennik Polski” podaje wyniki swego sondażu wśród tysiąca mieszkańców Krakowa. Pod Wawelem, gdzie pochowano prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wygrałby teraz Bronisław Komorowski, za to w Małopolsce – Andrzej Duda.

W Warszawie pod Pałacem Prezydenckim oferowano flagi polskie po 10 zł za sztukę. Na stoisku organizacji Solidarni 2O10 wyłożono literaturę i konfekcję patriotyczną. Przechadzał się tam mężczyzna obwieszony plakietkami patriotycznymi i religijnymi. Były działacz pierwszej Solidarności, jak się przedstawiał, przyszedł szukać ducha wspólnoty. Takiego, jaki panował w narodzie ponad 30 lat temu.

Ten duch panował jednak nie tylko za pierwszej Solidarności, ale także po śmierci Jana Pawła II i po katastrofie sprzed pięciu lat. W obu przypadkach wspólnota trwała krótko. To za proste szukać winnych za ten stan rzeczy tylko po jakiejś jednej stronie.

Każda strona sporu o to, jak dziś ma się manifestować polskość i patriotyzm, ma swój wkład w pogłębianie się podziału. Umieliśmy zbudować autostrady, ale nie zdołaliśmy wypracować takiego rozumienia pojęć, w których odnalazłaby się większość obywateli naszego kraju. Przepychanki wokół pomnika ofiar smoleńskich, tego stojącego już w Warszawie i tych, które mają jeszcze stanąć, nie pomagały w tym ważnym dla nas zadaniu.

Tragedia smoleńska jest częścią polskiej historii narodowej i politycznej. Dołączyła do symboli poruszających narodową wyobraźnię. Nie powinna być oddana jednej opcji politycznej, jest własnością całego narodu obywatelskiego. Zwolennicy PiS mają takie samo prawo do debat i obchodów dotyczących katastrofy, jak zwolennicy PO, SLD, PSL i każdej innej partii oraz ludzie nieutożsamiający się z żadną, lecz zatroskani sprawami publicznymi. Każdy z nas ma prawo do polskiej flagi, nawet jeśli nie zapłacił za nią ani grosza, nie uronił ani kropli krwi, nie poniósł żadnej ofiary.

PiS podzielił Polskę na „solidarną” i „liberalną”, obecny obóz prezydencki dzieli ją na „racjonalną” i „radykalną”. To może chwytliwe w kampanii wyborczej, ale nieprzydatne w rzetelnej debacie publicznej. Z okazji piątej rocznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński zrobił krok dalej: przeciwstawił państwo polskie polskiemu społeczeństwu w kontekście tragedii. Zarzucił, że państwo nie zdało wtedy egzaminu. Oznajmił, że rządzi „koalicja, która nie chce, żeby Polska była Polską”. Zabrzmiało to tak, jak kiedyś, u początków II Rzeczpospolitej, brzmiały haniebne wystąpienia przeciwko prezydentowi Narutowiczowi, które doprowadziły do strzałów w Zachęcie.

Być może musi odejść obecne pokolenie liderów i działaczy, aby ten ponury klincz ustąpił. Może ich następcy zrozumieją, że tę przepaść trzeba zacząć zasypywać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj