Proszę o koncert
Nieszczęsna wypowiedź szefa FBI Jamesa Comeya spowodowała kolejne wzmożenie obrachunków polsko-żydowskich, matematyki uczynków dobrych i złych, ocalonych i zdradzonych.

Szczerze mówiąc, mam trochę dość tej licytacji Dobra i Zła. Chętnie poszedłbym za to na koncert polskiej piosenki pochodzenia żydowskiego. Ale po kolei. Najpierw chciałbym przypomnieć o innej matematyce, o książce Mariusza Urbanka „Genialni” na temat lwowskiej szkoły matematycznej oraz o eseju Mikołaja Glińskiego „Polska piosenka pochodzenia żydowskiego”. Piszę o tym w POLITYCE, a nie na blogu, gdyż w internecie wystarczy napisać „Ż” i już czuć dym, a papier jest bardziej cierpliwy.

Prof. Roman Duda, matematyk, uważa „szkołę lwowską” za nasz największy wkład w naukę światową. Matematyk prof. Paweł Strzelecki przytacza wręcz niebywałe fakty, że np. w światowym piśmiennictwie matematycznym nazwisko prof. Banacha powtarza się ponad 80 tys. razy! Profesor uważa, że w tamtym okresie matematycy „szkoły lwowskiej” wręcz rozdawali karty w matematyce światowej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj