PKW: Andrzej Duda wygrywa wybory prezydenckie

Głosy ze sztabów

Na wieść o zwycięstwie Andrzeja Dudy tłum skandował jego imię i nazwisko. Oklaski nie ustawały.

Na jego wieczór wyborczy do Reduty Banku Polskiego przy warszawskim placu Bankowym ściągnęły tłumy zwolenników PiS. –Czekaliśmy pięć lat, to poczekamy jeszcze te kilkadziesiąt minut – mówił warszawski radny PiS Maciej Wąsik, gdy wydłużono ciszę wyborczą.

Stawili się posłowie PiS, radni tej partii i sympatycy. Niektórzy głośno się zastanawiali, czy opóźnienia związane z przedłużeniem ciszy wyborczej nie są przypadkiem działaniem celowym. Jedna ze zwolenniczek PiS: – Oni w tym czasie będą dokonywali fałszerstw na rzecz swojego kandydata! Inna sympatyczka Dudy: – Mamy nadzieję, że przewaga jest na tyle spora, że nawet w tym czasie wydłużonej ciszy nie uda się sfałszować tych wyborów.

Przed pomnikiem – symbolem polski walczącej przy budynku, w którym odbył się wieczór wyborczy – politycy PiS złożyli biało-czerwone kwiaty. Na wieczór wyborczy dotarł m.in. Lucjusz Nadbereżny, 30-letni prezydent Stalowej Woli. To on wystąpił na konwencji inaugurującej kampanię wyborczą Andrzeja Dudy. Stawili się ponadto księża, górale oraz... generał służb miejskich z Ukrainy.

Ks. Tomasz, zaprzyjaźniony z PiS, mówił, że dzięki Dudzie „Polska wreszcie będzie Polską”: – Okazuje się, że Polska jeszcze nie jest do końca zepsuta, że wreszcie wracamy do swoich korzeni, że jeszcze jest w nas polskość i chrześcijaństwo.

Tymczasem działacze PiS z Podhala są przekonani, że wreszcie poziom życia Polaków wyrówna się z poziomem życia innych mieszkańców Unii Europejskiej. – W naród wreszcie wstąpił Duch Święty – mówili wyborcy w góralskich strojach.
 
Mariusz Kamiński, pytany o pierwsze prezydenckie decyzje Andrzeja Dudy, zapewnił, że prezydent nie będzie sam: – Ale jeśli będzie chciał słuchać mądrych doradców, to na pewno będzie mu służył radą Jarosław Kaczyński. Były szef CBA wyraził nadzieję, że wreszcie w Polsce przestanie rządzić „kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo”. Przyjdzie też czas na rozliczenia: – Trzeba uważnie przyjrzeć się temu, co działo się w naszym kraju przez ostatnie lata. Trzeba przyjrzeć się temu, jak aparat władzy wykorzystywał państwo chociażby do prowadzenia kampanii przegranego dziś kandydata PO.
 
Działacze PiS nabrali wiatru w żagle. Są przekonani, że dziś z PiS pochodzi prezydent, a jesienią prezes PiS zostanie szefem rządzącej partii. – Dokonał się przełom, nie ma już odwrotu z tej drogi, odzyskaliśmy Polskę – mówi działacz z Warszawy.
 
Jadwiga Wiśniewska, europosłanka, ze łzami w oczach przyznała, że Andrzej Duda będzie prowadził otwartą prezydenturę: –Każdy dzień tej prezydentury to będą otwarte drzwi: na problemy Polaków, których do tej pory nikt nie chciał słuchać.
 
Tłum zwolenników PiS przerywał wystąpienie prezydenta Bronisława Komorowskiego gwizdami. Wielu krzyczało: „do widzenia, do widzenia!”, inni tymczasem sugerowali, że należałoby krzyknąć raczej: „żegnaj, żegnaj!”. Konferansjer nawoływał, żeby ze spokojem i szacunkiem wysłuchać ostatniego przemówienia prezydenta Komorowskiego. W jednej z grupek temperaturę podgrzewał satyryk Jan Pietrzak: – Już ci kłamcy nie będą mieli szansy sfałszować tych wyborów, już ich pokonaliśmy.
 
Zbigniew Ziobro, który przyszedł na wieczór wyborczy ze swoją żoną Patrycją Kotecką, uznał, że sukces Dudy to pochodna jego postawy w trakcie kampanii, był na wyciągnięcie ręki: – Wygrał tym, że był sobą, wygrał swoją naturalnością. To jest nowoczesne podejście do polityki i wielu polityków PO powinno się tego od nas uczyć. Żona Ziobry dodała, że właśnie objazd kraju, połączony z kampanią internetową, przysporzył Dudzie sympatii.
 
Wtem! Niektórzy działacze już zdążyli odnotować pierwszą wpadkę Agaty Dudy, żony prezydenta elekta. Zapewniła bowiem, że dopilnuje, by wszystkie złożone obietnice zostały spełnione. – Nie powinna mówić, że „się postarają”, ale że na pewno te obietnice spełnią. To jej pierwsza wpadka, w kampanii była dobra, ale teraz to się musi jeszcze dużo nauczyć – podsumował członek PiS.

Tymczasem u Bronisława Komorowskiego dominował nastrój posępny. Na chwilę przed ogłoszeniem wyników obecni skandowali wesoło: – Bronek, Bronek! 

Po godz. 20 na wieczorze w Forcie Sokolnickiego stawiło się więcej dziennikarzy i ochroniarzy niż polityków. Pod fort podjechała furgonetka z cukierni, która przywiozła tort z podobizną Komorowskiego i hasłem kampanii „Prezydent naszej wolności”. – Jest tort, jest nadzieja – zażartował Jakub Rutnicki ze sztabu prezydenta. On też miał powiedzieć, że choć Komorowski przegrał, to nie wszystko jeszcze stracone.

Do fortu zjechali politycy i członkowie komitetu honorowego: Leszek Moczulski, Marek Borowski, Radosław Sikorski, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Robert Korzeniowski. Komorowskiego wspierali również aktorzy: Janusz Gajos, Wojciech Pszoniak i Władysław Kowalewski. Miało się wrażenie, że wszyscy znają wyniki. Nastrój wyczekiwania mieszał się z poczuciem klęski: – Ponieważ różnica jest niewielka, nastroje nie są euforyczne, ale nie są też pogrzebowe – mówił Jacek Rostowski.

– Ponoć pod pałacem prezydenckim już stanął krzyż – rzucił ktoś żartem. – Gdyby Komorowski wygrał, nie przyjechałabym. Uznałam jednak, że w trudnym dla prezydenta trzeba tu być – mówiła z kolei jedna z jego zwolenniczek.

Do Fortu dotarła również niepełnosprawna kobieta, która uczestniczyła w wiecach wyborczych Komorowskiego. – Chciałam zobaczyć, jak mnie przyjmą – mówiła. – To będzie show – zareagował ktoś inny. Panią natychmiast otoczyli dziennikarze. Przyznała, że głosowała na PiS, wybiera się też do sztabu Andrzeja Dudy (choć, jak przyznała, nie zna drogi).

Nie mogę w to uwierzyć, do ostatniej chwili liczyłem na cud – mówił jeden z młodych działaczy. Jak nastrój? – Słabo – rzucił w locie minister Schetyna. A jak będzie w wyborach parlamentarnych? – Lepiej – odparł.

Senator Sławomir Preiss z PO mówił z kolei, że prezydent zachował się świetnie, gratulując Dudzie. Nie uważa, że należy wymieniać sztab wyborczy. Jak PO chce teraz wygrać wybory? – Realizując swój program – tłumaczył senator. – Duda wygrał obietnicami. Mówił ludziom to, co chcieli usłyszeć. A przecież prezydent nie ma takich kompetencji, by to zrealizować.

Róża Thun wyznała bez optymizmu: – To cios dla Polski. Martwię się o Polskę, nie o osoby czy o partię. Myślę, że dla Polski to coś bardzo niebezpiecznego, że ulegamy obietnicom nie do spełnienia, że patrzymy bardziej na opakowanie niż na to, co jest w tym opakowaniu, bardziej na błyszczącą formę, a nie na solidną, choć nie do końca atrakcyjną, ale prawdziwą treść. I dodała gorzko: – To pójście na łatwiznę. Słuchanie takich obietnic, jakie były rzucane w czasie kampanii i wiara, że uda się je spełnić, dowodzą, że musimy wiele się nauczyć, przede wszystkim krytycznego myślenia.

Europosłanka radzi wyciągnąć z tej kampanii nauczkę i wnioski. – Odpowiedzialność całego społeczeństwa jest naprawdę duża. Środowiska gospodarcze, proeuropejskie muszą się zmobilizować wygrać jesienne wybory. Zdaniem Thun zabrakło dobrej komunikacji, rozróżnienia między „treścią a błyskotką”.

Przed kilkoma dniami, gdy wyjeżdżałam do Polski, wiele osób z parlamentu życzyło nam powodzenia. Nikt nie przewidywał, że wybory wygra poseł Duda, który w europarlamencie jest osobą kompletnie nieprzewidywalną – podsumowała Thun.

Z ust polityków PO słychać dziś było głównie strach przed jesiennymi wyborami. – Jeśli PiS wygra, znów wiele stracimy – ocenił gorzko jeden z działaczy Platformy.

.
Agnieszka Zagner/Polityka

.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj