Beata Szydło premierem? Kim jest szefowa sztabu Andrzeja Dudy
Prezydent elekt Andrzej Duda powiedział, że Beata Szydło doskonale nadawałaby się na premiera, media prześcigają się więc w spekulacjach, że to właśnie szefowa jego sztabu wyborczego, a nie Jarosław Kaczyński, będzie kandydatką PiS na szefa rządu.
Beata Szydło
Beata Szydło/Facebook

Beata Szydło

„Pokazała też wielki talent zarządczy, a tego właśnie potrzeba premierowi. Łączy w sobie takie bardzo dobre cechy, w sytuacji, kiedy trzeba naprawiać państwo, ale (...) z uwzględnieniem potrzeb społecznych, wydaje mi się, że taka osoba byłaby właściwą osobą na właściwym miejscu” – mówił przed kilkoma dniami Andrzej Duda w Radiu Kraków.

Kim jest Beata Szydło? W PiS na poważnie zaistniała w 2010 r. Był to szczególny rok dla partii: w katastrofie smoleńskiej zginął prezydent Lech Kaczyński i wiele osób związanych z PiS, w tym jej klubowe koleżanki Aleksandra Natalii-Świat i Grażyna Gęsicka, z którymi Szydło pracowała nad programem gospodarczym PiS.

Po przegranych przez Jarosława Kaczyńskiego wyborach prezydenckich Szydło zostaje jednym z trojga wiceprezesów i jedyną kobietą w zarządzie partii. Jej rola w PiS jeszcze bardziej wzrosła, gdy jesienią 2014 r. zastąpiła Stanisława Kostrzewskiego na stanowisku skarbnika partii.

Dziś wydaje się jedną z największych gwiazd partii, a jej pozycję przypieczętowało zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. To ona jako szefowa jego kampanii zbiera dziś największe pochwały.

Droga na Wiejską

Zanim w 2005 r. trafiła na Wiejską, przez 8 lat była – najmłodszym w województwie małopolskim – burmistrzem gminy Brzeszcze. Pierwsze pieniądze zarobiła jako asystent w Muzeum Historycznym w Krakowie. Później kierowała Gminnym Ośrodkiem Kultury w Brzeszczach. – Z wykształcenia jestem etnografem po Uniwersytecie Jagiellońskim. Etnografia w latach 80. jako jeden z nielicznych kierunków była wtedy wolna. Tam spotkałam ludzi, którzy nauczyli mnie myśleć. Gdy zostałam szefem gminy, chciałam wiedzieć, co oznaczają cyfry w papierach, które podpisuję, dlatego skończyłam też podyplomowo zarządzanie na Akademii Ekonomicznej w Krakowie – opowiada wiceprezes.

Dodaje, że wróci też do porzuconego przed laty doktoratu, ale rozprawa będzie na temat ekonomii, a nie etnografii. Jak sama mówi, pochodzi z normalnego polskiego domu, w którym obowiązkiem dzieci była nauka. Tak samo stara się wychowywać swoich dwóch synów, których posłała do prywatnej szkoły pijarów z internatem w Krakowie.

Mąż jest historykiem, dyrektorem Społecznej Szkoły Zarządzania i Handlu w Oświęcimiu. Przez jedną kadencję był radnym powiatowym, ale ostatecznie politykę zostawił żonie. Mama pracowała w pomocy społecznej, po niej ma wrażliwość i zamiłowanie do literatury. Ojciec, górnik, całe życie wpajał obowiązkowość. – Jestem do niego bardzo podobna. W szkolnych zawodach rejonowych w tenisa ziemnego moja szkoła nie miała reprezentantki. Ja wcześniej nie miałam rakiety w ręku, ale w tydzień się nauczyłam i wygrałam kilka meczy. Byłam też dobra w piłce ręcznej, bo lubię grę zespołową. Zresztą nie tylko w sporcie – opowiada Szydło.

Dlatego właśnie Wacław Martyniuk (SLD), który przez dwa lata pracował z nią w komisji regulaminowej i spraw poselskich, uważa, że wiceprezes nie pasuje do PiS. – W retoryce i sposobie pracy absolutnie odbiega od wizerunku tej partii. Ona lubi pracę w zespole, a tam liczy się to, czego chce wódz Kaczyński – mówi.

Nie lubi stać w miejscu

Reprezentuje wąski w PiS nurt zdroworozsądkowy. To człowiek, z którym można coś budować – mówi jeden z posłów. Inny też ją chwali, ale przestrzega: – Z czasem będzie się wpisywać w pokampanijny, agresywny nurt prezesa PiS. Podobnie uważają wojewódzcy działacze Platformy: Szydło nie lubi stać w miejscu.

Trzeba iść do przodu, stagnacji nie lubię – potwierdza Szydło. Dlatego po ośmiu latach w samorządzie w 2005 r. chciała startować do Sejmu. – Bliżej jej było wtedy do PO, chciała startować z naszej listy, ale zarząd podjął uchwałę, że wójtowie, burmistrzowie i prezydenci zostają na swoich stanowiskach i mają zakaz kandydowania do Sejmu. Dlatego Beata poszła do PiS – opowiada lokalny działacz PO, który dobrze zna Szydło.

Kandydowanie z listy PiS zaproponował jej Zbigniew Ziobro. W tej partii wiedziano, że warto postawić na popularną burmistrz. I faktycznie, dziesięć lat temu Szydło, z drugiego miejsca na liście, zdobyła drugi wynik w PiS (prawie 15 tys. głosów) w województwie małopolskim (pierwsze miejsce zdobył wtedy Ziobro). – W 2005 r. jak wielu liczyłam na koalicję PO-PiS. Ostatecznie zdecydowały: program PiS, ludzie, których tu spotkałam, i propozycja Zbigniewa Ziobry. Pochodzę z regionu, gdzie liczą się pewne stałe wartości, rodzina, przywiązanie do Kościoła. Moi wyborcy lepiej odnajdują się w kręgu wartości cenionych przez PiS – opowiada.

Radio Maryja nie zaprasza

Podkreśla, że Kościół traktuje poważnie, nie na pokaz czy instrumentalnie. Jej komentarze w sprawie krzyża pod Pałacem Prezydenckim są wyważone. – Pewne symbole trzeba traktować z najwyższym szacunkiem. Żałuję, że doszło do takiej trudnej sytuacji, źle się stało, że krzyż został postawiony w takim momencie, w tej sytuacji – komentuje. W sprawie in vitro argumentuje: – Nie jesteśmy gotowi do tego, by zapłodnienie in vitro nie wymknęło się spod kontroli, nie doprowadziło do niebezpiecznych eksperymentów. Dziś nie ma gwarancji, że zarodki nie będą selekcjonowane. Czy słucha Radia Maryja? – Nie. Czy była zapraszana na toruńskie „Rozmowy niedokończone”? – Nie...

Jest przeciwniczką parytetów, bo jej zdaniem zapisy ustawy mogą okazać się mało skuteczne i będą zapisem mieszczącym się w kategorii poprawności politycznej. Jednak murem stoi za kobietami. – Za jej burmistrzowskich czasów gminą rządziły kobiety – wspomina Marek Sowa (PO) z zarządu województwa małopolskiego. Mówi, że miała szczęście spotykać kompetentne partnerki, z pomysłami. – Zarządzałam gminą górniczą i wielu traktowało mnie z przymrużeniem oka. Jako burmistrz musiałam udowodnić, że baba też coś potrafi. Udowodniła, i dlatego w  następnych wyborach burmistrza mieszkańcy Brzeszcza znów postawili na kobietę.

Jarosław Kaczyński pytany w Telewizji Republika o możliwą przyszłą rolę Beaty Szydło, szefowej sztabu Andrzeja Dudy, mówił: „Można powiedzieć, że każdy jej chce, jednak gdzie pozostanie, to będzie jej decyzja, a przede wszystkim decyzja prezydenta”.

Beata Szydło stwierdziła w radiowej Trójce, że po zwycięskich wyborach parlamentarnych to Jarosław Kaczyński, a nie ona, będzie premierem.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj