Robert Biedroń nie wpuścił Cyrku Arena. I słusznie
Cyrk nie przyjechał
Prezydent Słupska zachował się tak, jak na nowoczesnego gospodarza miasta przystało. Stanął w obronie praw słabszych.
~Pawsitive~Candie_N/Flickr CC by 2.0

Brawo, Robert Biedroń. Decyzja o niewpuszczeniu do Słupska Cyrku Arena pokazuje, że można walczyć z okrucieństwem wobec zwierząt.

Nasze prawo nie mówi wprawdzie wprost o zwierzętach cyrkowych, nie zabrania wykorzystywania zwierząt – także dzikich – do zabaw rodem ze średniowiecza. Ale prezydent Słupska dobrze zinterpretował ustawę o ochronie zwierząt, odniósł się do ducha prawa, nie do litery.

Artykuł 6. ustawy mówi o prawach zwierząt wykorzystywanych do celów rozrywkowych i sportowych, zabrania znęcania się i zaznacza, że tresura nie może być źródłem cierpienia. Zwykle jest: bicie, używanie prądy, zmuszanie do pokonywania lęku – to przecież znane metody osiągania celu przez treserów.

Zaklinaczy koni nie ma zbyt wielu na świecie. Uległość i posłuszeństwo osiąga się przeważnie z użyciem siły wobec bezbronnego lub słabszego zwierzęcia. I to jest naruszenie prawa. Samo słowo tresura budzi sprzeciw i lęk.

Oczywiście cyrkowcy tłumaczą, że osiągają sukces dzięki łagodności i perswazji, Cyrk Arena na swej stronie internetowej zapewnia, że bardzo się tam dba o zwierzęta, „a one odwzajemniają się współpracując z treserem”. Ale czy tak jest w rzeczywistości?

Nieludzkie cierpienia

Nawet gdyby było, gdyby tresura odbywała się bez użycia bata i metalowego – często rozpalonego do czerwoności – pręta, to cyrk z samej zasady jest miejscem znęcania się nad zwierzętami. Przetrzymuje się je w niewłaściwych warunkach, ciasnych klatkach, bez wybiegu, często w upale lub zimnie, w ciągłym stresie. Całe życie w ciasnej klacie – czy to nie jest znęcanie się i zadawanie cierpienia?

Stresem jest występ przed publicznością, hałas, światła, oklaski, zapach obcych ludzi, inny każdego wieczoru. Czy w takich warunkach może normalnie żyć lew, a nawet koń lub pies? Także gryzonie z Ameryki Południowe, którymi chwali się Cyrk Arena, muszą przeżywać stres.

Podobnie alpaki, lamy, kuce czy inne egzotyczne piękności, których życie sprowadza się do egzystowania w ciągłym stresie. Bo zwierzęta przeżywają stres tak jak ludzie. Ból, strach, rozpacz również. To wcale nie są uczucia dane wyłącznie człowiekowi, on je tylko zawłaszczył, przyznał sobie prawo do dominowania nad słabszym zwierzęciem.

Z natury cyrku wynika też brak stabilności. Całe życie w podróży, a więc w hałasie i niewygodzie. Jak mówią specjaliści – mało co tak obciąża zwierzęcą psychikę jak życie w drodze. To stąd biorą się choroby psychiczne, na jakie zwierzęta cierpią, podobnie jak ludzie. Jeśli słoń się kiwa na boki, to nie dlatego, że tańczy w rytm muzyki. Lecz właśnie z powodu choroby psychicznej. Jeśli lew biega w kółko w klatce – to z tego samego powodu, psychicznej choroby wywołanej stresem i ciągłą zmianą otoczenia.

Zmuszanie zwierząt do zachowań sprzecznych z ich naturą też jest zadawaniem cierpienia. To tak, jakby człowiekowi zabronić oddychać lub kazać mu spać na stojąco. Rozmawiałam kiedyś z pracownikami jednego z cyrków: to, na co narzekali, to życie w drodze, w wozie czy samochodzie. Można przywyknąć, ale nie bez kosztów.

Dzikie instynkty

Czy człowiek musi się bawić kosztem zwierząt? Oczywiście, że nie musi. A nawet nie powinien. Dawno za nami są już czasy kuglarzy, dziś można obejrzeć dzikie zwierzę na wolności czy w rezerwacie. W naturalnych warunkach i naturalnie się zachowujące. Po co oglądać lwa skaczącego przez płonąca obręcz? Jemu z pewnością każdego wieczora serce pęka ze strachu. Czy to jest takie zabawne? Czy daje nam, pogromcom, poczucie siły i dominacji, zaspokaja instynkty, mówiąc wprost – prymitywne? Co daje oglądanie wykonującego sztuczki niedźwiedzia? Podziw dla tresera, nie dla misia. Oto znów wygraliśmy, wspaniali, czyniąc sobie posłusznymi stworzenia.

Co nie znaczy, że cyrk ma przestać istnieć. Ci, co lubią skakać, wspinać się, żonglować, stawać na głowie lub składać się jak scyzoryk, kręci ich adrenalina – niech sobie skaczą, żonglują i chodzą na szczudłach. Ich prawo, ich zawód, wybierają go dobrowolnie i ze świadomością ryzyka. Ale dlaczego zmuszać do występowania w cyrku zwierzęta? Żadne z nich z pewnością nie wybrałoby dla siebie takiej kariery. W naturze nawet nie wyobrażają sobie, że może istnieć coś tak okropnego, jak tresura czy arena.

Im mniej będzie zapotrzebowania na cyrkowe widowiska, im szybciej widzowie uświadomią sobie, że ich uciecha odbywa się kosztem zwierząt, przysparza im bólu i cierpienia – tym szybciej, mam nadzieję, cyrki zrezygnują z pokazów tresury zwierząt. Prosta sprawa: popyt nakręca podaż. Nie będzie popytu, to podaży tez nie będzie. Pozwólmy zwierzętom żyć zgodnie z ich rytmem. Mamy tyle innych zabawek, nie musimy zadawać bólu dla własnej krótkiej przyjemności czy radości.

Dlatego Robert Biedroń zachował się jak na nowoczesnego prezydenta miasta przystało. Stanął w obronie praw słabszych. A Słupsk, jako drugie miasto w Polsce – po Bielsku-Białej – nie zezwolił na spektakle łamiące prawo.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj