Weszła w życie rewolucyjna reforma prawa karnego
Ameryka już od środy
Jej założenia są godne pochwały, ale obaw jest sporo.
Czy dotychczasowy model postępowania da się przefasonować na amerykański proces karny?
Maciej Jeziorek/Forum

Czy dotychczasowy model postępowania da się przefasonować na amerykański proces karny?

Środa 1 lipca zapisze się w historii polskiego sądownictwa. Weszła w życie największa od dziesięcioleci reforma prawa karnego, choć i tak było ono przez lata poprawiane setki razy. Vacatio legis, czyli okres na przygotowanie się do nowych rozwiązań – słabo wykorzystany – trwał prawie dwa lata. I wielu praktyków twierdzi, że reforma jest skokiem w niewiadome.

Reforma zmienia sytuację sędziego. Dotychczas to on był motorem procesu. On dociekał prawdy, badał dowody i przesłuchiwał świadków, w praktyce w czasie procesu „uczył się” sprawy, w której miał wydać wyrok. Stąd proces nazywano „inkwizycyjnym”. Teraz to strony – oskarżenie i obrona – będą się spierać przed sędzią obserwatorem, który sam pytań nie stawia, dowodów nie szuka. To proces „kontradyktoryjny”, pojedynkowy. Dotąd też wszystko robiono dwa razy: pełne dowody i zeznania rejestrował prokurator (nieraz tysiące stron akt), a sędzia odtwarzał jego wcześniejszą robotę, tych samych świadków przesłuchując przed sądem.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną