Mój drugi dom
Przeprowadzam się na cmentarz stopniowo. W ubiegłym tygodniu byłem trzy razy na Powązkach – wtorek, czwartek i piątek. Czuję się tam coraz bardziej na miejscu.

Na Cmentarzu Komunalnym znajduję to, co inni znajdują na Mazurach. Rodzinę, znajomych, przyjaciół, zieleń, spokój. We wtorek, 7 lipca, minęło 58 lat od tragicznej śmierci Jakuba Prawina – mojego wuja, który wychowywał mnie po wojnie. Niedziela 7 lipca 1957 r. była piękna, słoneczna. Po wiosłowaniu na swoim skiffie, który trzymał w hangarze na Wale Miedzeszyńskim, poszedł popływać w Wiśle. Pływał świetnie, ale dostał zawału serca i przekroczył cienką jak tafla wody granicę pomiędzy życiem i śmiercią. Na oczach żony i dorosłej córki. W ten sposób po raz drugi straciłem ojca.

We wtorek, 7 lipca 2015 r. – jak zawsze w rocznicę – poszedłem na Powązki. Mimo że byłem tam sto razy, tym razem miałem wrażenie, że grobu już nie ma, zniknął. Skleroza czy postulat dekomunizacji cmentarza został już spełniony? Jednak to pierwsze. Grób jest, jak był. Ilekroć stoję nad grobem Prawinów, tylekroć mam uczucie, że ja już jestem jedyny, który pamięta, jakiego dnia wujek się urodził (18 kwietnia 1901 r.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj