Śniadanie na trawie
Sobotni targ śniadaniowy na Żoliborzu, który w każdą sobotę pojawia się i znika, jest atrakcją (jak dla kogo) i zjawiskiem dającym do myślenia.

Od kilkudziesięciu lat mieszkam nieopodal i od czasu do czasu bywam na targu. Co tydzień – jak pisał kiedyś Jarosław Osowski w „Gazecie Stołecznej” – przez skwer przy alei Wojska Polskiego przewija się kilka tysięcy osób. W ponad 70 stoiskach można tutaj kupić, lub podziwiać, rozmaite artykuły żywnościowe, regionalne, własnej roboty i zagraniczne (sery, wędliny, marynaty, konfitury, ciasta, rzadkie przyprawy i przysmaki…) oraz zjeść gotowe dania, zwłaszcza kuchni egzotycznych. (Jeśli kogoś stać…). Od rana do popołudnia trwa swoisty piknik. Żadnego alkoholu, żadnych pijaków, żadnych wrzasków, stoły, ławy, koce rozłożone na trawie. Ruch duży i dla sąsiadów dokuczliwy – samochody, zapachy, śmieci, trawniki. Klientela rozmaita, najczęściej młoda, często z dziećmi. Przeważa klasa średnia, nie jest tanio, ale atrakcyjnie. Są Toi Toi i umywalki polowe do mycia rąk. Na pewno taniej jest na jarmarku pod Hutą Warszawa, ale tak jak istnieje Biedronka i Alma, tak istnieją też targowiska na różną kieszeń.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj