Baronowie Platformy, bohaterowie słynnych „taśm”, liderami list w swoich okręgach
Taśmy i tenelowele
Antoni Macierewicz do spółki z o. Rydzykiem nie ułożyliby Platformie list tak koszmarnych, jakie zgotowali sobie w swej mądrości sami platformersi. W zasadzie gdzie przyłożyć ucho, tam dramat.
.
Karolina Żelazińska/Polityka

.

Baronowie taśmowi – czyli wojewódzcy liderzy partii, którzy potracili ostatnio stołki rządowe po kolejnej odsłonie afery taśmowej – kierowali się zasadą „partia to ja” i bez poczucia obciachu powstawiali się na pierwsze miejsca w swych okręgach, co regionalne władze partii przyklepały.

Chlubnym wyjątkiem okazał się były minister skarbu Włodzimierz Karpiński, baron lubelski, który kierowany sprytem lub przyzwoitością oddał pierwsze miejsce Joannie Musze, a sam zajął drugie.

Andrzej Biernat, Stanisław Gawłowski, Cezary Grabarczyk czy Tomasz Tomczykiewicz uznali się zaś za najgodniejszych reprezentantów Platformy w swych okręgach.

Była to akcja zorganizowana, która miała zabezpieczyć ich byt w przyszłym Sejmie oraz pokazać Ewie Kopacz, że nie jest tak silna, by mogła wojować na dwa fronty. Dwa, bo baronowie straszą, że bez nich partia wpadnie w ręce Grzegorza Schetyny.

Przy okazji był to także komunikat do wyborców: „mamy was w nosie i co nam zrobicie”. Ostentacyjne zignorowanie nastrojów społecznych nie wynika przecież z głupoty, tylko z przekonania, że skoro PO i tak odda władzę, to niech do nowego Sejmu załapią się z niej tylko swoi.

Taśmowcy rzucają się w oczy, bo są medialni, ale to niejedyny problem Platformy. Pewna pani baron, która nie zasłynęła jak dotąd z niczego, przy układaniu regionalnej listy wycięła z niej kilkoro parlamentarzystów. Jej argument, przyznajmy, był jednak nie do zbicia, wytłumaczyła bowiem działaczom, że eksperci są niepotrzebni, bo PO przegra. Nikt tej informacji portalu 300polityka nie dementował.

O liście warszawskiej mieszkańcowi tego miasta przykro pisać, bo to kompletne nieporozumienie.

Poza Kopacz nie ma tu nikogo z pierwszej ligi Platformy; wyborca tej partii, który nie jest fanem pani premier, nie ma tu na kogo głosować. Donald Tusk w 2011 r. miał za sobą Małgorzatę Kidawę-Błońską i Jacka Rostowskiego. Kopacz, według wstępnej propozycji – Marcina Kierwińskiego i Joannę Fabisiak.

Trwają też rozliczne telenowele: „Okręg dla Kidawy-Błońskiej”, „Kto przygarnie wicepremiera Siemoniaka”, „Gdzie się podzieje Rafał Trzaskowski” z udziałem pierwszoplanowych polityków Platformy w roli gorących kartofli.

Towarzyszą temu wzajemne oskarżenia, ataki i szyderstwa pod adresem kolegów i koleżanek z partii. Godniej wyglądała ewakuacja z Titanica.

Kopacz kryje się wprawdzie za formułką, że partia jest demokratyczna i listy tworzy się oddolnie, a interwencja władz centralnych następuje na koniec. Teoretycznie ma rację, ale trudno uniknąć wrażenia, że pani premier nad tym wszystkim nie panuje. Drzewiej tak w PO nie bywało, choć trzeba pamiętać, że cała partia jest w trudniejszej sytuacji niż za Tuska.

Propozycje regionów będzie teraz omawiał zarząd krajowy. Kopacz, ze wsparciem egzotycznej koalicji Jacka Protasiewicza i schetynowców, ma w nim większość. Jeśli nie zabraknie jej determinacji, to zaprowadzi elementarny przynajmniej porządek we własnej partii.

Ale to będzie tylko mozolne rozwiązywanie problemu, który samemu się stworzyło.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj