Skończył się czas uprzejmości na linii premier – prezydent
Zapasy w kisielu
Wraz z rozgrywką o referenda skończyły się także wakacje polityczne, pięknie kwitnie za to kohabitacja.
KŻ/POLITYKA/Flickr CC by 2.0

Tę odsłonę wojny na górze rozpoczął Andrzej Duda, który w telewizyjnym orędziu głowy państwa wezwał do przeprowadzenia referendum w sprawach od miesięcy podnoszonych przez PiS i w terminie dogodnym dla PiS.

25 października, w dniu wyborów do Sejmu, Polacy mieliby się mianowicie wypowiedzieć o obowiązku szkolnym sześciolatków, prywatyzacji lasów i obniżeniu wieku emerytalnego.

Tekst orędzia powstał w Pałacu Prezydenckim, ale pomyślany był jako prezent dla Nowogrodzkiej, gdzie rezyduje Jarosław Kaczyński. Zaskakująco szybko prezydent przekreślił nadzieje tych, którzy za dobrą monetę brali jego zapowiedzi o budowie wspólnoty. Trudno mu będzie odzyskać to, co stracił w kilka minut wieczorem 20 sierpnia.

Andrzejowi Dudzie dzień później ostro odpowiedziała Ewa Kopacz. – Czuję się zawiedziona, gdybym była ostrym politykiem powiedziałabym: czuję się oszukana. Jeśli pan Andrzej Duda chce mieć referendum, powinien przede wszystkim zwrócić się w stronę tych, którzy nie są jego naturalnym zapleczem politycznym – mówiła premier. Dodała, że Polska nie jest krajem jednej partii.

Nie jest darem Kopacz jasne formułowanie myśli. Z jej wypowiedzi wynika jednak, jak się zdaje, że zdominowany przez Platformę Senat nie zgodzi się na prezydencką propozycję referendum 25 października.

Kopacz wezwała bowiem wprawdzie senatorów o uszanowanie woli prezydenta, ale zaapelowała jednocześnie o rozszerzenie listy pytań: o finansowanie Kościołów, przywileje związków zawodowych, trwałość programu zapłodnienia metodą in vitro czy przywileje parlamentarzystów. Prezydent na to pewnie nie pójdzie, bo referendum przestałoby być tak korzystne dla PiS.

To da Platformie argument, by odrzucić wniosek Andrzeja Dudy. Przy obecnym galimatiasie nie można oczywiście wykluczyć, że stanie się inaczej; można sobie przecież wyobrazić, że pytania wymienione przez Kopacz padną w referendum 25 października, ale nie prezydencko-senackim, lecz sejmowym. Bo plebiscyt może zarządzić prezydent za zgodą Senatu lub Sejm.

Ofiarą pada zdrowy rozsądek – każdą z coraz liczniejszych i coraz bardziej absurdalnych kwestii referendalnych może przecież swobodnie rozwiązać przyszły parlament, dysponujący świeżym mandatem społecznym.

Wszystko to razem wzięte przypomina raczej zapasy w kisielu niż wyrafinowaną szermierkę. Prezydent, PiS i Platforma patrzą na konstytucję jak na skrzynkę z amunicją, choć przy tym rachunku sumienia nie zapominajmy o Bronisławie Komorowskim. To jego wybuchowi paniki po pierwszej turze wyborów prezydenckich zawdzięczamy ten piękny czas.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj