Nasza pralnia narodowa
Wielkie pranie idzie w Polsce pełną parą. PiS pierze mózgi, komu się da, i to do białości.

Platforma na sinych od klęczenia kolanach moczy we własnych łzach pokutną sukmanę. Zjednoczona do granic swoich możliwości lewica w przeciekającej balii bije pianę z nadzieją, że jeszcze komuś zamydli oczy. Prezes Piechociński nie pierze, tylko wietrzy. Sztandary z czterolistną koniczynką. Mówi, że jest zdeterminowany, by po jesiennych wyborach „wreszcie na warunkach PSL, partii normalności, racjonalności i umiaru, zbudować wielką koalicję, bez namiętnych sporów PO i PiS”. Wnoszę z tego, że Jarosław Kaczyński będzie musiał rządzić, jak mu ludowcy zagrają. Wicepremier najwyraźniej otrząsnął się już po jaguarze i znów wali furmanką. Wydaje mu się, że wciąż trzysta na godzinę.

W naszej narodowej pralni pierze się ostatnio na okrągło. W dodatku wszystko razem. Czyste z definicji referendum rozmyślnie wrzuca się do kotła razem z cuchnącą szmatą przedwyborczego populizmu. Potem zawiesi się je – już równo utytłane – we wspólnym lokalu wyborczym.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj