Andrzej Duda zapomniał o zasłużonych dla Solidarności
Kiepskie wzruszenie prezydenta
Podczas obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych prezydent Duda podkreślał, jaki to jest wzruszony. Nie przeszkodziło mu to zafałszować rodzimej historii i kolejny już raz osłabić wizerunek Polski.
Rafał Malko/Agencja Gazeta

Manipulacją przeszłością jest zaproponowana przez głowę państwa lista osób zasłużonych dla „dzieła Solidarności”. Otóż sądząc z wygłoszonego w Sali BHP stoczni gdańskiej przemówienia Andrzeja Dudy, autorami zwycięstwa byli – prócz anonimowych robotników – jedynie katoliccy hierarchowie i duchowni.

Prezydent znalazł czas na wymienienie kilku faktycznie zasłużonych dla ruchu wolnościowego księży. Oczywiście na ich czele był Jan Paweł II. Ale już uhonorowany przez Dudę prymas Józef Glemp miał do solidarnościowego ruchu stosunek mocno sceptyczny – zwłaszcza po stanie wojennym. Zresztą także jego wielki poprzednik, kardynał Stefan Wyszyński (też wspomniany przez Dudę), w tymże sierpniu 1980 wezwał przecież – ku oburzeniu strajkujących – do powrotu do pracy… Prezydent docenił też znanych kapelanów związku: księży Popiełuszkę i Jancarza. Lecz pominął już choćby ks. Józefa Tischnera, autora „Etyki Solidarności” i innych wystąpień ważnych dla ideowych fundamentów polskiej wolności.

Co gorsza, Andrzej Duda słowem nie napomknął o zasługach, jakie dla powodzenia sierpniowego protestu, a potem pokonania komunizmu miała demokratyczna opozycja lat 70. – zwłaszcza ludzie KOR czy twórcy podziemnego pisma „Robotnik”.

Nawet spośród uczestników strajku związanych z opozycyjnymi Wolnymi Związkami Zawodowymi wymienił jedynie małżeństwo Gwiazdów. Nie przeszły mu przez wzruszone gardło nazwiska Bogdana Borusewicza – stratega strajku, Jerzego Borowczaka, Ludwika Prądzyńskiego i Bogdana Felskiego – młodych robotników, którzy rozpoczęli strajk w Gdańsku, Andrzeja Kołodzieja, który wstrzymał stocznię w Gdyni, Piotra Kapczyńskiego, który drukował ulotki wzywające do strajku, czy świetnych kobietach z opozycji i strajku: Alinie Pieńkowskiej czy Magdzie Rybickiej. Nie podparł się nawet legendą Anny Walentynowicz. Może dlatego, że uwierzywszy w swą magię trybuna, znowu mówił „bez kartki”. Zapomniał też o ekspertach: m.in. o Tadeuszu Mazowieckim i Bronisławie Geremku.

Tak zarysowana (nawet w siłą rzeczy mającym swą konwencję wystąpieniu polityka) wizja przełomowego w obaleniu systemu wydarzenia obraża nie tylko jego bohaterów, ale też tych, którzy jeszcze pamiętają tamten czas bądź cokolwiek na jego temat wiedzą.

Na dodatek wzruszony ponoć Andrzej Duda kolejny już raz od początku swojego urzędowania uderzył w wizerunek państwa, którego jest głową. Przecież na świecie w potocznej świadomości strajk gdański i polskie aspiracje wolnościowe symbolizuje Lech Wałęsa. To jego – wbrew rodzimym nienawistnikom – stawia się w jednym rzędzie z Nelsonem Mandelą czy Vaclavem Havlem. Duda tymczasem nie wspomniał o tym słowem.

Pewnie, Lechowi Wałęsie od zaniechań Andrzeja Dudy sławy w świecie nie ubędzie. Ale zdziwienie małostkowością obecnego prezydenta – i Polską swarliwością czy po prostu głupotą – wśród zainteresowanych pozostanie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj