Wiosłować do marzeń
Mój „cmentarny” felieton, w którym wspomniałem o tym, jak często bywam na Powązkach, żegnając przyjaciół i kolegów, spotkał się z pewnym odzewem, ale wyłącznie wśród żywych.

W piątek znów byliśmy na cmentarzu, żegnając Wandę Sobczyńską – przyjaciółkę z Mazur i z POLITYKI. Po pogrzebie zastanawiałem się, czy w ogóle ma sens tracić siły na powrót do domu, skoro wiadomo, że to już nie oni odchodzą, to odchodzimy my. Z każdym odchodzi kawałek nas. Ilekroć odprowadzam kogoś na wieczny spoczynek, myślę sobie, jaka to głupota, że wszystkie te wyrazy miłości, przyjaźni, uznania padają wtedy, kiedy osoba zainteresowana nie może się nimi ucieszyć. Za życia człowiek nasłucha się tylu przykrości, że byłoby lepiej, gdyby wyrównywano je w porę, a nie po zamknięciu wieka. Wbrew zasadzie „o zmarłych dobrze albo wcale” uważam, że źle można mówić o ludziach, którzy już nie mogą tego usłyszeć, już nie czują bólu. Spiesz się mówić dobrze o ludziach, dopóki możesz wydać z siebie głos, bo możesz nie zdążyć.

Pewne poruszenie w naszym światku wywołała rozmowa Grzegorza Cydejko z Mariuszem Walterem w piśmie „Forbes”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj