Zgoda narodowa
Organizacyjnie wszystko stało na najwyższym poziomie. Przez 16 godzin ponad 27 tys. urn cierpliwie czekało, aż ktoś się zlituje i wrzuci do nich kartkę.

Sto milionów nas to referendum kosztowało, owszem, ale przynajmniej z jednego powodu się opłacało. Otóż po raz pierwszy od dawna okazało się, że zgoda narodowa jest możliwa. 93 proc. uprawnionych do głosowania Polaków nie dało się nabrać na okolicznościowe polityczne sztuczki. Żal mi tylko tego człowieka, który nie wytrzymał nerwowo i poszedł na referendum, by zademonstrować, że ma je po drugiej stronie księżyca. Podarł kartę do głosowania i teraz grożą mu trzy lata więzienia. Najgorsze przydarzyło się Joachimowi Brudzińskiemu (PiS). Chciał głosować w Warszawie, wziął nawet w Szczecinie zaświadczenie, ale je zgubił. No po prostu prawdziwy koszmar.

Tymczasem Wisła w Warszawie tego lata wyschła tak, że nawet miejscami nie widać, którędy płynęła. Na szczęście można to wydedukować, bo z jej dna wystawały lufy XVII-wiecznych armat szwedzkich. Aż „Potop” mi się przypomniał i kolubryna rozwalona pod Jasną Górą przez Andrzeja Kmicica.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną