Wizyta na Żoliborzu
Wiadomość o tym, że pewnej nocy prezydent pojawił się na ulicy Mickiewicza, w sercu Żoliborza, gdzie spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim, rozeszła się po naszej dzielnicy lotem błyskawicy.

Jak przystało na dzielnicę (niegdyś) inteligencką, mieszka tu wielu sceptyków, wobec tego pierwszą reakcją było niedowierzanie i zdumienie. „Nie z nami takie numery” – mówili i pytali podejrzliwie, skąd ta wiadomość? Kiedy okazało się, że z gazety, wątpliwości wzrosły, bo wiadomo, że media są własnością obcego kapitału, w dodatku zaludnione przez prorządowych oportunistów i nie należy im ufać. – A może to sam prezes wygadał? – szepnął ktoś nieśmiało, ale został zbesztany.

Pojawiły się domysły, że medialny sojusz obcego nam głównego nurtu z obcym kapitałem zaowocował pogłoską o wizycie w celu skompromitowania prezydenta. Bo cóż to za prezydent, który nocami snuje się po mieście? No, chyba że szuka zaginionej „Gęsiarki” i „Bydła na pastwisku”. Nawet prezydent Hollande, kiedy wieczorem jeździł do przyjaciółki, to skromnie, skuterem, a nie z wianuszkiem ochroniarzy. Skąd więc gazeta „posiadła wiedzę” o nocnej wyprawie bądź co bądź głowy bądź co bądź ważnego państwa europejskiego?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj