Pierwsze urodziny POLIN: Sam się czasem dziwię, że to się udało
Pokazujemy, że historia Żydów to nie tylko Zagłada – mówi prof. Dariusz Stola, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.
Prof. Dariusz Stola, dyrektor POLIN
Forum

Prof. Dariusz Stola, dyrektor POLIN

Wnętrze muzeum
Ziemowit Cabanek/Flickr CC by 2.0

Wnętrze muzeum

Budynek POLIN
Maciek Lulko/Flickr CC by 2.0

Budynek POLIN

Agnieszka Zagner: – Jak się miewa jubilat?
Prof. Dariusz Stola: – Jubilat to może za wielkie słowo. Rzeczywiście, za kilka dni minie rok, od kiedy muzeum działa w pełnym kształcie, choć istnieje trochę dłużej. Najpierw działało jako projekt edukacyjno-kulturalny, potem stanął tu ohel – namiot na wystawy i koncerty. Potem budynek już był, ale wciąż było to muzeum bez muzeum, ponieważ nie mieliśmy wystawy stałej. Dopiero od 28 października zeszłego roku funkcjonujemy jako pełne muzeum – to jest wielka zmiana. Od tego czasu wystawę stałą zobaczyło prawie 350 tys. osób, w naszych programach kulturalnych, edukacyjnych i innych udział wzięło ponad 70 tys. osób, a przez budynek przewinęło się łącznie 600 tys. Pyta pani, jak się miewa jubilat? Jeśli za miarę sukcesu wziąć liczbę osób, którym chciało się tu przyjść i zobaczyć wystawę stałą lub wziąć udział w jednym z wydarzeń kulturalnych, to miewa się bardzo dobrze. W ciągu pierwszego roku istnienia staliśmy się trzecim co do popularności muzeum w Warszawie. Inni pracowali na to latami.

Czemu zawdzięczacie ten sukces?
Przyczyn jest kilka. Po pierwsze muzeum było przez warszawiaków rozpoznawane jako ciekawa instytucja kultury, już zanim otworzyliśmy wystawę – dzięki wspomnianemu programowi kulturalnemu. Do tego czasu przez muzeum przewinęło się 400 tys. osób – przychodzili tutaj, bo wciąż się coś działo, odbywały się dyskusje, koncerty, zajęcia dydaktyczne, wykłady. Potem wiele z nich przyszło, żeby poznać wystawę. Po drugie, z okazji otwarcia wystawy stałej wiele o nas mówiono w mediach, dzięki czemu o muzeum dowiedziały się miliony ludzi, nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Coś o tym wiem, centrum prasowe pękało w szwach, w dniu otwarcia zabrakło krzeseł…
To zainteresowanie przełożyło się na tysiące tekstów i audycji. W Polsce wszystkie chyba gazety napisały o otwarciu, podobnie jak główne media światowe, w tym oczywiście amerykańskie i izraelskie. W ciągu dwóch miesięcy zebraliśmy 4 tys. wycinków. Nie spodziewaliśmy się, że aż tyle tytułów o nas napisze. Muszą się za tym kryć jakieś ważne powody, dla których duży tekst o muzeum pisze na przykład „Wall Street Journal”, choć jest to gazeta biznesowa, a muzeum znajduje się w jakimś odległym kraju. Przyjęcie było bardzo pozytywne, wręcz entuzjastyczne, od prawa do lewa dobrze o nas pisano.

Czym muzeum zachwyciło świat?
Mogę powiedzieć, za co je chwalono. Za to, że jest piękne, atrakcyjne wizualnie. Za bogactwo i rzetelność informacji i za wydobycie z niepamięci fascynujących historii. Wreszcie za to, że jest to muzeum Żydów, którego nie zdominowała Zagłada. Jeden z dziennikarzy napisał: „Historia Żydów to nie tylko holokaust. Nareszcie ktoś na to wpadł”. W ostatnim ćwierćwieczu, zwłaszcza po sukcesie Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, powstało wiele muzeów zdominowanych przez temat Zagłady – co oczywiście jest ważne i potrzebne, ale bywa, że historia Zagłady zaczyna jakby rzucać cień wstecz, na całą historię, która wydarzyła się wcześniej.

Niektórzy z komentatorów podawali też muzeum jako symbol pozytywnych przemian w Polsce. Jest w tym dużo racji, bo ono by nie powstało, gdyby nie ważne zmiany, które w ostatnich 25 latach u nas zaszły. Po pierwsze, niebywale wzrosło zainteresowanie historią i kulturą Żydów ze strony nie-Żydów – książkami, studiami, nawet pisemka antysemickie można uznać za perwersyjną formę zainteresowania Żydami. Po drugie, nastąpiło prawdziwie cudowne odrodzenie życia żydowskiego w Polsce – bez wkładu społeczności żydowskiej w Polsce i pomocy Żydów polskich, emigrantów z całego świata, wystawa stała nie powstałaby, została przecież w całości sfinansowana przez darowizny, głównie od polskich Żydów. Po trzecie, przez te 25 lat nauczyliśmy się robić bardzo skomplikowane projekty. 20 lat temu nie było tu jeszcze osób, które potrafiły zarządzać tak dużymi, złożonymi projektami.

Tyle że to był czas niezwykle potrzebny, by muzeum w końcu powstało.
Sam się czasem dziwię, że to się udało. Długo to trwało, ale dzięki temu wystawa jest bardzo przemyślana, dojrzalsza, niż byłaby w latach 90.

Kto odwiedza muzeum?
Na początku odwiedzali nas głównie warszawiacy, potem coraz więcej gości z innych miast Polski, latem przychodziło wielu cudzoziemców. Do wakacji 25 proc. odwiedzających stanowili cudzoziemcy, a latem już połowę. To m.in. zasługa tego, że w serwisie Trip Advisor staliśmy się drugą najbardziej polecaną atrakcją w Warszawie…

Przejrzałam opinie w tym serwisie, trudno znaleźć jakieś negatywne. Piszą na przykład, że jest tak dużo do zobaczenia, że trzy godziny to za mało, by nawet pobieżnie zobaczyć wystawę.
Często słyszę, że wystawa jest zbyt bogata, nie do ogarnięcia podczas wizyty, zachęcamy więc, by przychodzić ponownie. Pytaliśmy wychodzących z wystawy o ich wrażenia i w odpowiedziach powtarzało się zdanie: „nie zdawałem sobie sprawy, że przeszłość jest tak bogata”. Dla mnie, jako historyka i dyrektora muzeum, to przepiękne oświadczenie: właśnie o to nam chodzi, by uświadomić, jak bogata jest przeszłość, a zwłaszcza ta przeszłość. Pytaliśmy też losowo wybrane osoby wychodzące z gmachu, czy poleciliby muzeum rodzinie i znajomym: 98 proc. odpowiadało, że tak. To chyba też cud, bo przecież historia, którą opowiadamy, wcale nie jest łatwa.

A co jeszcze mówią odwiedzający?
Zachęcamy do wpisywania się na karteczki, na których należy dokończyć dwa zdania: „Przyszedłem do muzeum, bo…” i „Najbardziej zapamiętam…”. Jakiś chłopiec szczerze napisał: „Przyszedłem do muzeum, bo mama mi kazała.” Ale powodów przyjścia jest bardzo wiele, a to, co zostaje w pamięci, jest różne. Wiele osób zwraca uwagę np. na listę gett w latach okupacji – okazuje się, że getto było też w ich mieście.

Mówi to z grubsza dwie rzeczy: że wciąż niewiele wiemy o naszej historii oraz że tym bardziej muzeum jest nam bardzo potrzebne.
Dla mnie ważne jest również to zainteresowanie historią lokalną, budowanie lokalnych tożsamości, utożsamianie się z miejscem, w którym się żyje, i jego przeszłością, w tym przeszłością żydowską. Polacy akceptują w ten sposób żydowski składnik historii swojego miasta czy regionu. 20 lat temu tej gotowości i ciekawości jeszcze chyba nie było.

Wracając do gości: jakich narodowości, prócz Polaków, jest najwięcej?
Wśród zagranicznych gości najwięcej jest obecnie Izraelczyków oraz Niemców – raczej nie ze względu na historię, ale na to, że to największy kraj graniczący z Polski. Liczba Izraelczyków stale rośnie. W wakacje byli już największą grupą wśród cudzoziemców.

Na ile muzeum pomaga właśnie Izraelczykom zejść ze ścieżek holokaustu po wielkim cmentarzu, jakim jest dla nich Polska?
Wiele razy słyszałem od nich, jak ważne to było doświadczenie dla zrozumienia, jak bogate było życie żydowskie w Polsce. Pomagamy w tym, np. przeszkoliliśmy dwustu przewodników izraelskich, którzy przyjeżdżają tu z grupami młodzieży. Nota bene przewodnikom muzeum się bardzo podoba. Tym samym zyskaliśmy jakby dwustu sojuszników, którzy zachęcają innych. Mamy dobre relacje z izraelskim ministerstwem edukacji, zacieśniamy kontakty z organizacjami pozarządowymi z diaspory żydowskiej, bowiem część grup przyjeżdża do Polski niezależnie od oficjalnych programów izraelskich. Mam nadzieję, że tą drogą wizyta w muzeum stanie się oczywistym składnikiem prawie każdej wycieczki żydowskiej do Polski.

Ma pan swoje ulubione miejsca w muzeum?
Mam kilka. Dwa takie miejsca pokazują potęgę wystawy jako sposobu ukazywania historii, doświadczania przeszłości. Jednym jest mostek w Galerii Zagłada – metafora kładki nad ulicą Chłodną w warszawskim getcie. Gdy patrzymy z niego na ludzi zwiedzających położoną niżej część wystawy, pokazującą życie po „aryjskiej stronie”, oni patrzą na nas, odczuwam dziwny dystans, rodzaj obcości, oddzielenia. To cząstkowe oczywiście, ale dojmujące uczucie, podobne do jednego z fundamentalnych doświadczeń czasów okupacji – skutku separacji Żydów przez mury gett. Dla ludzi poza murem czy płotem getta Żydzi stawali się coraz bardziej abstrakcyjnymi figurami, z kolei dla Żydów uwięzionych w gettach odległych jakby nierealnym wydawał się świat na zewnątrz. Drugie miejsce na wystawie, które bardzo lubię, to powojenny klub TSKŻ pokazany w dwu odsłonach – stalinowski z lat 50. i ten z lat 60., przedzielone półprzezroczystą ścianą. Z klubu z lat 50. nie widzimy, jak będą wyglądały lata 60., ale z tego drugiego możemy „spojrzeć w przeszłość”, widzimy wnętrze z lat 50. z portretem Stalina na ścianie. To dla mnie metafora historii: możemy spojrzeć w przeszłość, ale nie widzimy, nastąpi jutro.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj