Pakiecik
Wybory za nami i od razu powiało świeżością. W dodatku z nieoczekiwanej strony ta świeżość.

Zwycięzca zapowiedział powstanie w Sejmie wielkiej biało-czerwonej drużyny. Przyznam, że lekko się zdziwiłem. Czyżbym miał przez to rozumieć, że odchodzący właśnie posłowie i senatorowie na barwy narodowe nie zasługiwali? To już może warto bez ogródek powiedzieć, że byli zwykłą zbieraniną i dopiero teraz ci nowi – pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego – staną się wreszcie polską narodową drużyną. Biało-czerwoną, godną rycerstwa spod Grunwaldu i Wiednia, no może jeszcze Piłsudskiego i Bitwy Warszawskiej 1920 r. I oczywiście spadkobierców pierwszej Solidarności – tych, którzy do dziś przetrwali w pisowskich szeregach, bo przecież wiadomo, że tylko ci się liczą. Wałęsa? Mazowiecki? Kuroń? Antoni Macierewicz może zaświadczyć, że nie przypomina sobie takich nazwisk.

Jak prezes zbuduje ten wielki patriotyczny obóz? Otóż tak jak wszystko, co robi – bardzo prosto. Po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborczych mówił: „Będziemy dążyli do prawdy, ale żadnej zemsty, żadnych negatywnych emocji, żadnych osobistych rozgrywek.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną