Sąd nie zgadza się na ekstradycję Romana Polańskiego do USA
Prócz aspektów prawnych cała historia ma też – jak się okazało – znamienny wątek ideologiczno-polityczny.
Roman Polański
BEW

Roman Polański

„Ekstradycja wiązałaby się z naruszeniem praw związanych z bezprawnym pozbawieniem Romana Polańskiego wolności i przetrzymywaniem go w warunkach trudnych dla osób w podeszłym wieku” – uzasadnił sędzia Dariusz Mazur. Zgodził się również m.in. z kluczowym argumentem obrońców reżysera, dotyczącym poważnych nieprawidłowościach podczas postępowania przeciwko Polańskiemu w Stanach Zjednoczonych. Wynikały one z czysto prywatnych (wzgląd na własną karierę, atmosferę polityczną, ambicje wreszcie) kalkulacji zajmujących się tą sprawą amerykańskich prawników – tak prokuratorów, jak sędziego.

Krakowski sąd odrzucając wniosek o wydanie reżysera, wziął pod uwagę akta nadesłane przez samych Amerykanów. To ważne nie tylko z procesowego punktu widzenia. Okazuje się bowiem, że na temat ekstradycji Polańskiego zaczęli się także ostatnio ochoczo wypowiadać – i to nad wyraz autorytatywnie – rozmaici politycy.

Niektórym (chociażby prezesowi PiS czy też byłemu ministrowi sprawiedliwości w ostatnim gabinecie tej partii) akurat nieznajomość akt nie przeszkadzała w stanowczym domaganiu się wydania Polańskiego. Nie przeszkadzało im zresztą i to, że reżyser jest przecież polskim obywatelem, a oni sami co rusz gardłują, by zawsze i wszędzie – zwłaszcza za granicą – bronić rodaków.

Nic nie przeszkadzało im wreszcie użyć także w tej sprawie tyleż banalnej, co najczęściej po prostu nieprawdziwej i klasycznie populistycznej konstrukcji o bezkarności elit (zwanych przez nich czasem „salonem”, „establishmentem”), które zawsze są „ustawione” i „stoją ponad prawem”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj