Teatr ogromny
Tak jakoś mam ostatnio, że co pójdę do teatru, to w drzwiach lubo (lubo!) w bufecie zderzam się z kol. Żakowskim.

Rzecze grzeszny Makbet:

„Życie jest cieniem
ruchomym jedynie
Nędznym aktorem, który przez godzinę
Miota się po scenie, by zamilknąć nareszcie
Bajaniem głupiego, bezsensowym zgiełkiem”.

Tak jakoś mam ostatnio, że co pójdę do teatru, to w drzwiach lubo (lubo!) w bufecie zderzam się z kol. Żakowskim. Tak było i onegdaj, na spektaklu „Francuzi” Warlikowskiego, pokazywanym na wybornym festiwalu Dialog we Wrocławiu. Poligramotny wielce i nie lada „trendsetter” Redaktor gotów jest w niedługim czasie zdominować teatralne gusta Polaków, urabiając ich na swoją modłę, odbierając chleb krytykom, a to dzięki nieodpartemu urokowi swej osoby i niezłomnej erudycji. Siedząc tu, na grzędzie zazdrośników, postanowiłem przeto raz ubiec tego męża i sformułować nową doktrynę teatralną, zanim on to uczyni. Mam nadzieję, że świat teatru, który tak nas obu rozpala, nagrodzi oklaskami tym razem mnie, a nie tego pana.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj