Nowy prezes ma uratować PSL przed zagładą
Złe czasy dla PSL dopiero nadchodzą. PiS ma ambicję przejęcia władzy nad wsią i wyeliminowania z niej ludowców. Tak jak wcześniej Samoobrony.
Ludowcy nie mają złudzeń, że nowy rząd wymiecie ich ludzi nie tylko z ministerstwa gospodarki czy rolnictwa, ale także z agencji rolnych.
Stefan Maszewski/Reporter

Ludowcy nie mają złudzeń, że nowy rząd wymiecie ich ludzi nie tylko z ministerstwa gospodarki czy rolnictwa, ale także z agencji rolnych.

Janusz Piechociński złożył dymisję w swojej partii. Prezesem PSL został Władysław Kosiniak-Kamysz. Pokoleniowa zmiana warty ma uchronić ludowców przed zagładą. Ani Pawlak, ani Sawicki nie chcieli się tego podjąć. Tak ciężko jeszcze nie było.

Piechociński zdawał sobie sprawę, że stracił papiery na lidera. Jego partia ledwo wcisnęła się do Sejmu, przeczołgując się niemal nad progiem wyborczym z wynikiem zaledwie 5,2 proc. On sam parlamentarzystą nie został. W Senacie PSL też ma tylko jeden mandat, Waldemar Pawlak również przepadł w wyborach. Ale złe czasy dopiero nadchodzą. PiS najwyraźniej ma ambicję przejęcia władzy nad wsią i wyeliminowania z niej ludowców. Tak jak wcześniej Samoobrony. Ogromna większość mieszkańców wsi głosowała na partię Jarosława Kaczyńskiego.

Słaba reprezentacja polityczna to dopiero początek nadchodzącej klęski. Ludowcy nie mają złudzeń, że nowy rząd wymiecie ich ludzi nie tylko z ministerstwa gospodarki czy rolnictwa, ale także z agencji rolnych. Stracą tysiące intratnych stanowisk. To one, a zwłaszcza Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, rozdzielały między rolników miliardy unijnych pieniędzy. Robiły to bezwarunkowo, w zasadzie niczym w zamian nie trzeba było się wykazywać. Chodziło o to, by „rozsmarować” pieniądze pomiędzy jak największą liczbę beneficjentów. Żeby ludzie pamiętali, kto był dla nich dobry. A skoro kryteria merytoryczne były luźne, często ważniejsze okazywały się koligacje i związki z partią. To dlatego PSL, dzięki któremu finansowa sytuacja wsi w ciągu ostatnich ośmiu lat tak bardzo się poprawiła, zamiast władzę na wsi umacniać, stracił ją bezwarunkowo.

I może stracić jeszcze więcej. Już teraz Jarosław Kaczyński zapowiada nowe wybory samorządowe. Wprost uważa, że wynik PSL (ponad 20 proc.) był nieprawdziwy, trzeba go zweryfikować przez nowe wybory. Po tylu klęskach zanosi się więc na jeszcze jedną. Równie albo jeszcze bardziej dotkliwą. Nie wyłączając ostatecznej, że ponadstuletnia partia może nie przetrwać.

Władysław Kosiniak-Kamysz, który będzie musiał to wszystko ogarnąć, ma wyjątkowo trudne zadanie. Żeby nie powiedzieć – niewykonalne. Nic dziwnego, że do wyborów na prezesa nie wystartował żaden z politycznych tuzów. Ani Waldemar Pawlak, ani Marek Sawicki. Wypchnęli do roboty młodego.

Ludowcy, z ich osławionym nepotyzmem, popełnili na wsi mnóstwo błędów. Historia rozliczy ich z tego, że unijną pomoc, zamiast wykorzystać do restrukturyzacji rozdrobnionego rolnictwa, wykorzystali na karmienie własnego elektoratu. Z myślą o pozycji politycznej. Ale wieś uznała, że partia Kaczyńskiego da jeszcze więcej. Też za darmo, też bezwarunkowo, też kosztem unowocześniania rolnictwa. I obroni ich zarówno przed podatkami, które w Unii rolnicy płacą, jak i jakąkolwiek reformą KRUS. To im przecież PiS obiecał.

Mieszkańcy miast nie bardzo interesują się sytuacją polityczną na wsi ani tym, jak źle wydawane są unijne pieniądze. A szkoda, bo gdyby tylko kilka miliardów, czyli niewielką część tego, co idzie na wieś, przeznaczyć na budowę tanich mieszkań na wynajem w dużych miastach, bo to tam szuka się pracy, to wielu młodych, także ze wsi, miałoby łatwiejszy start w życie. Ale partie obiecując wszystko wszystkim, o tym akurat nie pomyślały. Żadna.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj