„Anulowanie” wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Sejm stał się przybudówką prezesa
Ekspresowo, w ciągu niespełna sześciu godzin, PiS przepchnął przez Sejm wątpliwą prawnie uchwałę, która ma niby unieważniać wybór pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Decyzja pisowskiej większości jest mocno wątpliwa prawnie.
Facebook

Decyzja pisowskiej większości jest mocno wątpliwa prawnie.

Czegoś podobnego nie było po 1989 roku. Nigdy nie zdarzyło się, by posłowie „anulowali” prawo uchwalone przez parlament poprzedniej kadencji. I to uchwałami, które nie mają tej mocy co ustawy. Decyzja pisowskiej większości jest więc mocno wątpliwa prawnie. Mam nadzieję, że kiedyś tę decyzję dokładnie zbada sejmowa komisja odpowiedzialności konstytucyjnej.

PiS ustami swego przedstawiciela, posła Stanisława Piotrowicza (zresztą byłego członka PZPR i peerelowskiego prokuratora), w bezprecedensowy sposób spostponował Trybunał Konstytucyjny, oskarżając go i jego prezesa m.in. o upolitycznienie. Nie ma cięższego zarzutu dla takiego organu jak TK. Trudno więc się dziwić, że obecni w sali prezes Trybunału Andrzej Rzepliński oraz jego zastępca Stanisław Biernat słysząc to, opuścili Sejm, co zresztą posłowie PiS skwitowali śmiechem i oklaskami.

Zrobiła to również Platforma, bez walki oddając pole innym. I tak w obronie Trybunału głos mogli zabrać wyłącznie posłowie Nowoczesnej i PSL. Głos brzmiący mocno, czasami dramatycznie, jak w przypadku posła Krzysztofa Mieszkowskiego, który z trybuny sejmowej zapytał posłów PiS: „Czy chcecie doprowadzić do wojny domowej w Polsce?”. Dziś to pytanie brzmi zupełnie abstrakcyjnie, ale mniej nieprawdopodobnie niż jeszcze wczoraj.

Po raz kolejny PiS pokazał, gdzie ma własne obietnice i oczekiwania wyborców. Słowa o dobrej zmianie, szukaniu porozumienia i jedności, które padły w kampaniach wyborczych z ust prezydenta i premier, brzmią dziś jak rechot złodzieja, któremu podstępem udało się wejść do skarbca. Jak wielka ściema. Sejm w swej większości stał się maszynką do głosowania nakręcaną przez jednego człowieka, de facto przybudówką jego biura na Nowogrodzkiej.

W nocy z 25 na 26 listopada 2015 roku Sejm nawiązał do najgorszych momentów w historii polskiego parlamentaryzmu, takich jak ten z 10 kwietnia 1968 roku, gdy posła koła Znak Jerzego Zawieyskiego, który w emocjonalnym wystąpieniu upomniał się o represjonowanych po marcowych protestach studentów, zalała fala obelg. Inny poseł tego koła, Konstanty Łubieński, krzyknął wtedy do rechoczących posłów komunistycznej większości: „Trzeba płakać, nie śmiać się!”.

Sądzę, że w obecnym Sejmie to zdanie nie raz jeszcze zabrzmi nam w uszach.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj