Niezależność Trybunału Konstytucyjnego: dlaczego jest tak istotna
Argumenty bolszewickie
Nawet prostym ludziom, żadnym tam inżynierom czy konstruktorom, łatwo dostrzec niebezpieczeństwo zawalenia się budowli, gdyby jakieś dziecko czy wariat chcieli usunąć filar czy belkę nośną.

Widać z grubsza, jak i dlaczego całość się trzyma. Znacznie trudniej to dostrzec i wytłumaczyć przy abstrakcyjnej konstrukcji: demokratycznego państwa prawa. Usunięcia filaru większość obywateli może nawet nie dostrzec i nie wiedzieć, kiedy ześliźniemy się wszyscy na skraj władzy autorytarnej.

W burzliwą noc sejmową – kiedy rządząca większość w kolejnych uchwałach odwoływała sędziów Trybunału Konstytucyjnego – uderzyły mnie już nie tyle buta i zwycięski rechot pogardy dla prawa, ile krótkie i patetyczne głosy posłów sięgających po wielkie sentencje prawnicze. Piotr Naimski z PiS argumentował, że posłowie mogą działać jak ich wola, bo są „najwyższą władzą”. Rzeczywiście, przez długi czas Sejm PRL był najwyższą władzą (a ściślej: kierownicza rola partii). Jednak i polska, i współczesne demokratyczne konstytucje nikomu w państwie nie dają „władzy najwyższej”. Rozmaite władze mają się równoważyć i hamować, jedna nie może wkraczać w kompetencje drugiej, by obywatele – z natury rzeczy słabsi wobec władzy – mniej byli gnieceni, by zachowali przestrzeń swobód i praw.

Podział władz – obok Trybunału Konstytucyjnego – jest najważniejszym mechanizmem blokującym zapędy autorytarne. Doskonale to rozumie Jarosław Kaczyński, który w obszernym wywiadzie dla TV Republika wyznał otwarcie, że jest przeciwny roli Trybunału jako, jak go nazwał, „trzeciej izby parlamentu”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj