PiS poprawia Trybunał. Strach pomyśleć, co szykuje, skoro tak się boi wszelkiej kontroli
Trybunał do poprawczaka
To nie jest ustawa naprawcza. To raczej Trybunał skierowany do poprawczaka – z dala od władzy, żeby tu nie mącił.
Jan Pietruszka/PantherMedia

Dawno już wszelka dyskusja nad sądownictwem konstytucyjnym przestała mieć cechy sporu prawników. Kiedy silniejszy wali sztachetą, pokazywanie racji w papierach naraża słabszego tylko na to, że głowy nie uchyli na czas.

W każdym razie trzeba prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu przyznać uczciwie, że choć działa pod osłoną nocy, to nigdy nie mataczył ani swoich zamiarów nie ukrywał. Uprzedzał przecież, że nie zgadza się, by Trybunał był „trzecią izbą parlamentu”. Co oznacza to obrazowe porównanie? Że prezes nie chce mieć nad sobą żadnej kontroli.

Nie jest też zaskoczeniem projekt nowej ustawy o Trybunale, tak zwanej ustawy naprawczej. Główne jej punkty – orzekanie w pełnym składzie i przyjmowanie orzeczenia tylko dużą większością głosów – były już formułowane w pierwszym okresie rządów PiS (2005–2007), tylko wtedy partia nie zdążyła ich przeforsować. Tylko ludzie naiwni nie widzą, o co w tym chodzi: Trybunał zostanie sparaliżowany. Wpływa do niego około 400 spraw rocznie. Dotychczas praca była dzielona, a i tak Trybunał ledwie nadążał. Teraz jeśli wszyscy sędziowie mieliby się zajmować wszystkimi sprawami – to sobie, Drodzy Czytelnicy, przeliczcie to na roboczogodziny. Termin oczekiwania na rozstrzygnięcie wydłuży się może i do 4 lat – czyli już poza kadencję pani Beaty Szydło.

Najważniejsze jednak, że projekt ustawy naprawczej burzy zasadę niezawisłości sędziów. Najpierw lekceważy to, co już Trybunał orzekł: nie wolno było PiS wybierać sędziów na miejsca, które zostały wcześniej obsadzone. Można się dziwić temu argumentowi: co to za różnica – ten sędzia czy inny? Ale jeśli pozwolimy Sejmowi unieważniać uchwały o wyborze sędziów, to przecież jutro większość pisowska może odwołać wszystkich, dlaczego nie? Nie będzie się sędzia podobał z powodu wydanego orzeczenia, to nazajutrz przegłosujemy uchwałę, że poprzednia uchwała o jego wyborze była nieważna. Do widzenia.

Wreszcie: projekt uchyla uprawnienia Trybunału w zakresie postępowania dyscyplinarnego w stosunku do sędziego TK już po jego wyborze. Znów czytelna intencja. Chodzi o to, by przypadkiem Trybunał sam nie wyeliminował tych, którzy zajęli miejsca kolegów.

Kapitalnym pomysłem jest przeniesienie Trybunału poza Warszawę i równoczesne podkreślenie, że ustawa nie pociąga za sobą skutków finansowych. Każdy, kto się przeprowadzał, wie, ile to kosztuje. A tu – duży personel, zasobna biblioteka, serwery. A co z mieszkaniami i rodzinami tych, którzy mieszkają w Warszawie, a przedstawiciele najwyższych organów państwa, którzy biorą udział w rozprawach… szkoda mówić.

To nie jest ustawa naprawcza. To raczej Trybunał skierowany do poprawczaka – z dala od władzy, żeby tu nie mącił. Strach myśleć, co szykuje PiS, że tak się boi wszelkiej kontroli.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj