szukaj
Jarku, zostaw już Księdza Tischnera!
Czyli jak można pogodzić słowa Wielebnego z retoryką o „realizowaniu woli narodu” i myślą Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry czy Stanisława Piotrowicza.
Jarosław Gowin
Piotr Drabik/Flickr CC by 2.0

Jarosław Gowin

Panie wicepremierze, ministrze nauki i szkolnictwa wyższego, Jarku. Pozwalam sobie tak się do Ciebie zwracać, jako że znamy się przecież już ponad ćwierć wieku z krakowskich czasów pracy w bliskich sobie redakcjach „Znaku” i dawnego „Tygodnika Powszechnego”. Oto publiczną własnością stał się ostatnio list, który napisałeś do swoich studentów z kierowanej niegdyś przez Ciebie Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera.

Ma to być odpowiedź na ich apel, abyś – jako były rektor tej uczelni, a dziś jedna z twarzy koalicji rządzącej – ustosunkował się do niepokoju, jaki budzą niedawne decyzje aktualnej władzy. Jak się okazuje, niektórzy absolwenci Szkoły Tischnera oceniają bowiem, że poczynania ekipy „wpływają na drastyczne obniżenie standardów funkcjonowania instytucji publicznych oraz łamią zasadę zaufania obywateli do państwa”.

W obszernym elaboracie przedstawiasz aktualne stanowisko, swoje i swojego gabinetu, w faktycznie najbardziej kontrowersyjnych kwestiach. Począwszy od oceny Trybunału Konstytucyjnego przez kwestie gospodarcze, takie jak podatek bankowy i podatek od hipermarketów, aż po stosunek do Unii Europejskiej i rozumienie suwerenności oraz polskiej racji stanu.

Przyznajesz wprawdzie, że i obóz rządowy popełnia błędy, zasadniczo jednak powielasz najbardziej kontrowersyjne (a dla mnie po prostu haniebne, świadczące o niezrozumieniu standardów współczesnej demokracji, a często też zwyczajnie cyniczne w swym populizmie) tezy aktualnej większości parlamentarnej.

Co jednak najbardziej uderzające, to że przywołujesz przy tym autorytet ks. prof. Józefa Tischnera. Piszesz mianowicie, że uczył on „myślenia pod prąd obiegowych opinii, modnych wzorców narzucanych przez kulturę masową, także pod prąd dominujących interesów, o ile są one sprzeczne z dobrem wspólnym”. Na marginesie: rozumiem, że ma to być sugestia, że właśnie tak, pod prąd obiegowym opiniom, działasz dziś Ty i Twoi koledzy z koalicji? Tylko jak pogodzić to z retoryką o realizowaniu (wreszcie!) woli narodu i polskiej racji stanu w imię nowej definicji suwerenności, którą postulujesz?

Oczywiście byłoby nadużyciem autorytatywnie przesądzać, jaki byłby stosunek Wielebnego (tak nazywaliśmy Tischnera w dawnym „Tygodniku”) do obecnej sytuacji. Można jednak i warto wracać do Jego myśli i ducha, z jakimi podchodził on do spraw publicznych. A Ty znasz przecież tę myśl doskonale.

Przypominasz sobie na pewno zdanie ze słynnego eseju „Polska jest ojczyzną”, który otwierał pierwszy po zawieszeniu 13 grudnia 1981 r. numer „Tygodnika Powszechnego”. Tischner napisał wtedy m.in.: „Ojczyzna to coś więcej niż naród. Nie każdy znajduje ojczyznę w narodzie, z którego pochodzi”.

Czytałeś też Tischnerowskie analizy mentalności homo sovieticus, która pozostała w polskich umysłach pomimo odzyskania wolności w 1989 r. Zacytujmy: „Homo sovieticus to gatunek budzący podziw. (…) Można go było poznać po szczególnym typie nieodpowiedzialności, która nie była prostym brakiem odpowiedzialności, lecz nieodpowiedzialnością pozytywną – nieodpowiedzialnością z pretensjami. Zawsze pełen roszczeń, zawsze gotów do obwiniania innych a nie siebie, chorobliwie podejrzliwy, przesycony świadomością nieszczęścia”.

Wiesz równocześnie, jak mocno Ksiądz Profesor kwestionował schemat, jakoby w czasach PRL Polacy jak jeden bohatersko walczyli z grupą nasłanych z Moskwy zdrajców.

Pamiętasz zapewne diagnozę z przenikliwego tekstu „Nieszczęsny dar wolności”, że oto wielu rodaków za przyczynę wszelkich plag współczesności – konsumpcjonizmu, aborcji, pornografii, korupcji, sporów wśród polityków – uznaje właśnie wolność. I sądzą oni, że przez wolność właśnie „wszędzie panoszą się komuniści” bądź „są obrażane uczucia ludzi wierzących”. Wszak Tischner już lata temu zauważał, że „powoli, niepostrzeżenie wina wolności staje się większa niż wina komunizmu”, a co gorsza „nasz lęk przed wolnością staje się większy niż lęk przed przemocą”.

Nie bez powodu przywoływał w końcu ostrzeżenie sformułowane przez Ericha Fromma, że ludzie chętnie uciekają od wolności i „sami, bez przymusu, wybierają sobie Hitlera”. Po czym komentował z goryczą: „Kiedy przed laty czytaliśmy tę książkę, mówiliśmy sobie: nie my. My, Polacy, umieraliśmy za wolność”.

Powinieneś wciąż mieć w głowie takie Jego zdanie o politykach: „Najbardziej niebezpieczny w życiu społecznym jest człowiek, który wpada do zimnej wody i nie zauważa, że jest zimno, albo wpada pod pociąg, a zdaje mu się, że jest pod ciepłą pierzyną. Dla takich ludzi propaganda i puste słowa są ważniejsze od tego, co widzą wokół siebie”.

Powiesz, Jarku, że cytatami zawsze można się przerzucać. Tak czy tak śmiem twierdzić, że to akurat myślenie Tischnera idzie pod prąd filozofii politycznej i moralnej Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry czy Stanisława Piotrowicza.

Z należnym szacunkiem
Krzysztof Burnetko

PS Pamiętam też, że Wielebny mawiał: „Świat stoi na opak. Nie jest dobrze. Ale co by miało być tak całkiem źle, to też nie powiem”. Bo był piewcą zarówno wolności, jak i nadziei. A znakiem obu jest zaniepokojenie obecną sytuacją wśród grupy wychowanków szkoły, której Ksiądz Profesor jest patronem.

Czytaj także

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj