Telewizyjne exposé Beaty Szydło: Nie zaimponowała, choć przyszła przygotowana
Ostrożna i racjonalna
Nadal nie wiemy, na czym tak naprawdę ma polegać „dobra zmiana”. To wie tylko Jarosław Kaczyński, ale nie powie.
Premier Beata Szydło nie zaimponowała, choć przyszła przygotowana.
Twitter

Premier Beata Szydło nie zaimponowała, choć przyszła przygotowana.

Jedyną niespodzianką prawie godzinnego telewizyjnego exposé Beaty Szydło przed kamerami TVP Info i Polsat News było to, że lubi słuchać muzyki filmowej z filmu „The Island” (czy to aby nie wpadka wizerunkowa szefowej polskiego rządu narodowego, że nie wymieniła jakiegoś utworu polskiego?).

Mówiąc poważnie, premier Szydło nie zaimponowała, choć przyszła przygotowana. Dziennikarze zadając pytania, rzadko odważyli się na jakiś akcent polemiczny. Ograniczyli się do pytań na trzy tematy: gospodarki, spraw społecznych i polityki zagranicznej. Wybór dobry, efekt mierny.

Szydło nabiera jako szefowa rządu pewności. Ale w czym? W powtarzaniu powszechnie znanych argumentów za tym, co robi. Dowiadujemy się więc, że rząd pracuje, zasięga opinii ekspertów, chce dialogu z opozycją. Niestety, opozycja ofertę pani premier odrzuca, a różni „gracze polityczni suflują” politykom zagranicznym, że demokracja w Polsce jest zagrożona (kiedy ma się świetnie), jej rząd zaś jest stale w ogniu nieuzasadnionej krytyki z zewnątrz.

To przykre, że po stronie przeciwników dominują „złe emocje”, podczas gdy rząd narodowy jest od nich, jak rozumiem, całkowicie wolny, a Polacy są zadowoleni z 500+.

Najsłabiej premier odpowiadała na pytania dotyczące polityki zagranicznej. Nie potrafiła się jednoznacznie odciąć od grubiańskich słów min. Waszczykowskiego o „ratowaniu kanclerz Merkel”, za to roztoczyła obraz Unii Europejskiej jako miejsca, gdzie przede wszystkim walczy się bezpardonowo o własne interesy. I której przywódcy zaczynają pod wpływem Polski i Grupy Wyszehradzkiej zmieniać „naiwne” stanowisko w sprawie migrantów. Cóż, ponieważ jednak mamy w Polsce „ciągłość władzy”, Polska może przyjąć tych 500 migrantów i kontynuować pomoc humanitarną, ale kto wie, czy nie trzeba będzie zapytać ostatecznie w referendum, czy Polacy chcą u nas uchodźców.

Na szczęście Szydło słucha Polaków i wyciąga wnioski. Wnioski są takie, że wszystko jest dobrze i będzie jeszcze lepiej. Wiek emerytalny zostanie obniżony (choć, kto wie, może trzeba będzie w tej sprawie referendum?), minister Szałamacha ma nadal jej zaufanie, projekty w sprawie obniżenia CIT i 12 zł za godzinę są gotowe. NFZ zostanie zlikwidowany, kwota wolna od podatku wejdzie w życie etapami, a VAT raczej zostanie obniżony. W budżecie ułożonym już wyłącznie przez obecny rząd niczego na nic nie zabraknie, bo rząd pracuje nad trzema ustawami podatkowymi domykającymi system.

Po co było urządzać tę pozorowaną debatę na sto dni rządu? Premier Szydło sprawia wrażenie prowincjonalnego szefa rządu prowincjonalnego kraju. Sama nazwała siebie „ostrożną i racjonalną”. Być może. Uczy się pilnie, lekcje odrabia, lecz nie potrafi zaimponować czymś, co wykracza poza referat i przykuwa uwagę publiczności.

Znamienne, że widownia ani raz nie zareagowała podczas widowiska choćby oklaskami. Nadal nie wiemy, na czym tak naprawdę ma polegać „dobra zmiana”. To wie tylko Jarosław Kaczyński, ale nie powie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj