W cęgach wojny
Nie chcę się przechwalać, ale to ja pierwszy wiedziałem, co się stało z oponą, która wracała z nart.

Powiedział mi to suwalski taksówkarz. Bezbłędnie, bo bezwzględnie zdiagnozował sprawę. Fajerwerkiem zakończyła swoje długie życie – powiedział. Rozpadła się z przepracowania, i tyle. Przyznam, że nie doceniłem wiedzy i intuicji fachowca, który godzinę po podaniu wiadomości tak właśnie powiedział. Potem zbierały się trąby powietrzne trąbiące epitafium dla Platformy, Tuska i Komorowskiego. Wybitni eksperci rządowi tłumaczyli ciemnemu ludowi, na czym polega opona, która nie pęka, bo tak jest zbudowana. Niedofinansowanie BOR już za czasów PO było na sztandarach demokratycznie wybranej przez suwerena większości. I nagle artykuł w „Rzeczpospolitej” i wszystko jasne, bo dziennikarze napisali, jak było. Wtedy z gazet dowiedzieli się ci, którzy powinni wiedzieć pierwsi. Przynajmniej tak płynęło z ust wiceministra spraw wewnętrznych. Jarosław Zieliński przeczytał gazetę, dowiedział się, że założono tę, którą przeznaczono do utylizacji.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną