Na dotarciu
Zamieszczoną w poprzedniej POLITYCE rozmowę Jacka Żakowskiego z profesorem Andrzejem Zybertowiczem, doradcą prezydenta RP, czytałem w pociągu relacji Warszawa–Berlin.

Mniej więcej do Pruszkowa było jako tako, poglądy profesora są bowiem znane. Potem rozmowa nabrała rumieńców. W okolicach Kutna dowiedziałem się, że osławiony „system” to z jednej strony spontaniczne procesy samoregulacji, a z drugiej „miejsca węzłowe, gdzie są podmioty rozumiejące, co się dzieje – oligarchowie, państwa mające w Polsce interesy, główne instytucje medialne i finansowe. Te podmioty starają się tak oddziaływać na system, by im sprzyjał. I bywają w tym bardzo skuteczne”.

Przez chwilę byłem nawet dumny, że jako tzw. pracownik mediów „rozumiem, co się dzieje” i znajduję się w miejscu węzłowym, ale radość była krótka. Im bliżej Konina, tym bardziej rzedła mi mina. (Hi, hi, ale rym!) Okazało się, że to przez te wspomniane „podmioty” następowała degradacja życia w Polsce. Malała liczba lekarzy i długość linii kolejowych. Upewniwszy się u konduktora, czy aby nasza linia kolejowa nadal biegnie do Berlina, zacząłem czytać, jakie podmioty bronią naszego kraju przed dalszą degradacją.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj