Co zakłada tzw. duża ustawa medialna? Czabański: Wszyscy muszą złożyć się na media
Do Sejmu wpłynął projekt tzw. dużej ustawy medialnej. „Ta ustawa jest bardzo XX-wieczna” – mówił Jacek Żakowski, który o jej założenia pytał w TOK FM wiceszefa resortu kultury.
materiały prasowe

Krzysztof Czabański
Krzysztof Czabański/Facebook

Krzysztof Czabański

Jacek Żakowski:  Zaprosiłem pana, ponieważ jest pan twarzą projektu trzech ustaw medialnych, które zostały wczoraj złożone w Sejmie.
Krzysztof Czabański: Tak zostałem nazwany przez media, ale inicjatorami prac nad tą ustawą byli latem ubiegłego roku inni posłowie – Joanna Lichocka, Jarosław Sellin, Elżbieta Kruk.

To była grupa inicjatywna. Ale kto tę ustawę przygotował?
Ideę ustawy przygotowała ta grupa, później wzięli się do roboty eksperci, pracując m.in. nad sposobem finansowania, który oznacza obniżenie opłat abonamentowych...

... dla tych, którzy płacą. A wprowadza opłatę dla tej większości, która nie płaciła.
Nie płacili, łamiąc prawo. Miejmy tego świadomość. A nowy system polega na tym, że mamy nadzieję, że on będzie powszechną składką, sprawiedliwą. Żeby wszyscy obywatele partycypowali w utrzymywaniu mediów publicznych, które mają być dla nich. Media publiczne zawsze odgrywały rolę mecenasa kultury w Polsce. Współfinansowały wydarzenia kulturalne, musimy do tego wrócić, a za tym muszą iść pieniądze. Pan wie o tym doskonale, bo pisuje pan teksty wokół tych rzeczy w tygodniku POLITYKA.

Cieszę się, że pan minister jest naszym czytelnikiem.
Ale krytycznym.

Dzięki Bogu. Dla mnie ta ustawa ma dwie słabości. Pierwsza słabość, że to jest jednak bardzo XX-wieczna ustawa. W takim sensie, że ona nie pamięta o istnieniu internetu, nie przewiduje stworzenia portalu mediów publicznych.
Myli się pan. Rzeczywiście nie ma tam dosłownego zapisu o portalu, ale jest zapis o możliwości tworzenia pewnych przedsięwzięć wspólnych przez media. W momencie odbudowy fundamentów finansowych mediów to pozwoli na działania programowe, jeśli będzie taka chęć.

Ale jeśli one będą takie jak w „Wiadomościach” w ciągu ostatnich miesięcy, to będzie trzy razy większa skala dewastacji w świadomości publicznej za duże pieniądze. Druga słabość fundamentalna to potężny etatyzm tego systemu. To że będzie rada, w której zasiądzie jeden przedstawiciel opozycji, to chyba bardzo niedobrze.
Dlaczego?

Bo uważam, że to powinny być media publiczne, a nie partyjne.
Ale to będą ludzie rekomendowani przez pewne ugrupowania, mający dorobek w kulturze czy w mediach. Niektóre ugrupowania są przyzwyczajone do dewastowania mediów publicznych i są to inne ugrupowania, niż pan chciał powiedzieć. Do dewastowania mediów publicznych doprowadziła PO, którą pan popierał, z którą pan zawarł pakt na rzecz mediów publicznych, którego nie dotrzymali.

Druga sprawa, którą pan poruszył, XX-wieczność tego projektu, a z którą się nie zgadzam, to taka, że odeszliśmy od systemu rejestrowania odbiorników, uznając, że media publiczne to jest pewien przekaz, a środki, przy pomocy których się je odbiera, są wtórne, bo można je odbierać wszędzie. W tym sensie jesteśmy nowocześni, bo uciekliśmy od archaizmu. Chcemy ten portal mediów publicznych i inne nowoczesne przedsięwzięcia robić.

Ale pan przecież nie będzie miał już na to wpływu. Pan jest ministrem, na czele rady będzie stał szef, nie wiadomo, czy on będzie chciał.
Rada będzie to robiła, a rząd nie będzie miał nic z tym wspólnego.

Rzeczywiście, skoro marszałek Sejmu mianuje przewodniczącego Rady...
... ale nic nie może zrobić poza tym mianowaniem. Dlaczego pan zakłada zawsze najgorsze scenariusze?

Strasznie złe doświadczenia mam z obserwowania ostatnich miesięcy rządów Prawa i Sprawiedliwości.
To chyba różnimy się w ocenie.

No tak, jest pan ministrem w tym rządzie.

Posłuchaj całej audycji w TOK FM:

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj