Szydło bawi się w Kaczyńskiego. Pytanie, czy Szydło wierzy w to, co mówi
Dwa tygodnie po wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim tygodnik „wSieci” zamieścił jego swoisty sequel – rozmowę z Beatą Szydło, której rządy szef PiS określił eleganckim słowem „eksperyment”.
Karolina Żelazińska/Polityka

Sequele rzadko dorównują pierwszym częściom, teraz jest podobnie, co nie znaczy, że w rozmowie brakuje ciekawych wątków.

Po pierwsze, pani premier wygaduje nieprawdopodobne wręcz rzeczy o działaniach opozycji. „Mamy agresywną opozycję, mamy wezwania do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Próbuje się wciągnąć sądownictwo, w tym Sąd Najwyższy, do walki politycznej” – powiada pani premier.

Rozumiem, że ma na myśli stanowisko Sądu Najwyższego, w którym sędziowie stanęli po stronie Trybunału Konstytucyjnego i oznajmili, że będą respektować wydane przez Trybunał, a nieuznawane przez rząd wyroki. Premier uważa więc, że sędziowie są podwójnie głupi – raz że nie mają racji, a dwa – że dają się wciągać niezidentyfikowanym bliżej siłom (czyżby demonicznemu prezesowi Rzeplińskiemu?) w grę polityczną.

Ci wszyscy protestujący to jakaś bezrozumna ciemna masa. Zamiast cieszyć się dobrą zmianą, ulegają podszeptom wichrzycieli. „Uczestnicy tych akcji zostali zmanipulowani przez cynicznych polityków” – ocenia Szydło. Ocenia i ostrzega: „To, co robią opozycja i sprzyjające jej środowiska, to niebezpieczna zabawa. I jasno mówię organizatorom tych akcji: źle się bawicie”. A „te akcje”, jak twierdzi pani premier, to „swoisty pucz”.

Ten wątek rozmowy, w którym Szydło bawi się w Kaczyńskiego, pozostawia nas z pytaniem, czy Szydło wierzy w to, co mówi. Skłaniałbym się do tezy, że nie, ale prawdę mówiąc, obie możliwości są niewesołe. Albo pani premier nie rozumie bowiem znaczenia słów takich jak „pucz”, albo świadomie, by się uwiarygodnić w twardym elektoracie, stawia nieprawdziwe diagnozy.

Drugi ciekawy wątek to hołd oddany Kaczyńskiemu. Pani premier skonfrontowana z krytycznymi diagnozami prezesa o swym rządzie, mówi tak: „Jarosław Kaczyński jest szefem partii, która doszła do władzy. To oczywiste, że recenzuje rząd. Mogę jedynie podziękować Jarosławowi Kaczyńskiemu, że powiedział to, co powiedział. Rząd pracuje dla Polaków, ale musi też rozumieć, że jest rządem PiS. I rząd to rozumie. Jako polityk wiem, że nic nie jest dane raz na zawsze. Jestem wewnętrznie spokojna, bo wykonuję zadania uczciwie, rzetelnie, najlepiej, jak potrafię. Popełniam błędy jak każdy, ale umiem wyciągać wnioski. Jeżeli przyjdzie taki moment, gdy uznam, że wyczerpały się moje możliwości, to – proszę mi uwierzyć – będę umiała zrezygnować”.

Szydło w kilku miejscach postarała się jednak – delikatnie i nie wprost – postawić prezesowi. Pochwaliła Pawła Szałamachę, którego Kaczyński krytykował. Pytana o Mateusza Morawieckiego – ulubionego ministra prezesa – odparła: „Trzymam kciuki, ale czas przechodzić do konkretów, czas na efekty”. Tworzy to pewien kontrast z tym, co choćby dziś, w dniu publikacji wywiadu z Szydło, mówił o Morawieckim Kaczyński: „Cały rząd powinien pracować na rzecz planu Morawieckiego. To najbardziej ambitny plan ostatnich 27 lat”.

Najciekawszy i najbardziej tajemniczy jest jednak wątek trzeci. Pytana o kilka najbliższych miesięcy, premier odpowiada: „Musimy mieć świadomość, że jeśli damy się podzielić, to przegramy. Jeśli pójdziemy na jakieś wojny, wojenki, to skończy się jak w latach 2005–07. Dziś trzeba zwierać szyki i szeregi, a nie ulegać pokusom gier politycznych”. Co Szydło ma na myśli, nie wiem, a nad wyraz uprzejmi bracia Karnowscy wątku nie podejmują. Można jednak domniemywać, że wątek o „wojnach, wojenkach” jest świadectwem ciekawych procesów dziejących się wewnątrz obozu zjednoczonej prawicy. Zapewne wkrótce usłyszymy o tym więcej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj