Obelżywe wypowiedzi na temat o. Rydzyka interesują prokuraturę. A co z hejtem w Radiu Maryja?
Hejt i niehejt
Dlaczego prokuratura nigdy szczególnie nie kwapiła się do wszczynania postępowań wobec hejtu, od lat wylewającego się z mediów, za które odpowiedzialny jest Tadeusz Rydzyk?
Sergey Lysenkov/PantherMedia

Prokuratura Rejonowa w Krakowie wszczęła śledztwo w sprawie znieważenia kardynała Stanisława Dziwisza oraz ojca Tadeusza Rydzyka – informuje „Nasz Dziennik”.

Chodzi o komentarze internautów na temat obu duchownych, które pojawiły się na portalu Onet.pl pod zamieszczoną tam w sierpniu ubiegłego roku notką o przekazaniu przez krakowskiego metropolitę dyrektorowi Radia Maryja relikwii świętego Jana Pawła II.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą. Powołał się na przepisy kodeksu karnego dotyczące nawoływania do nienawiści oraz znieważenia. Co ciekawe, początkowo prokuratura dwukrotnie odmówiła wszczęcia postępowania, motywując to „brakiem znamion czynu zabronionego” oraz „brakiem interesu społecznego” w ściganiu czynu z urzędu.

Dopiero teraz, po kolejnym zażaleniu do Prokuratury Okręgowej, prokurator Bartłomiej Legutko uznał poprzednie decyzje za przedwczesne.

Z tekstu „Naszego Dziennika” nie sposób się dowiedzieć, na jakiej podstawie prokuratura chce prowadzić czynności. Pismo przesądziło tylko już, że wpisy internautów były „obelżywe”. Jeśli faktycznie duchowni stali się przedmiotem tzw. hejtu, jest to godne potępienia, a być może także ścigania przez prawo.

Wraca jednak stare pytanie: dlaczego prokuratura nigdy szczególnie nie kwapiła się do wszczynania postępowań wobec hejtu od lat wylewającego się z mediów, za które odpowiedzialny jest Tadeusz Rydzyk? Przykłady można mnożyć bez liku.

Ot choćby tylko w lipcu 2015 roku, kiedy to w słynnej nocnej audycji Radia Maryja komentowano decyzję ówczesnego prezydenta o podpisaniu ustawy o in vitro. Słuchacze – z wyraźną aprobatą, a w każdym razie bez sprzeciwu ze strony prowadzącego duchownego – porównywali Bronisława Komorowskiego a to do Hitlera, a to przekonywali, że to „rosyjski agent pochodzenia ukraińskiego”, a to ochoczo cytowali opinie, że Komorowski, Tusk, Niesiołowski „się nawet nie nadają się do szamba”. W identycznym tonie wypowiedział się wtedy skądinąd sam ojciec Rydzyk.

Od wielu lat na antenie toruńskiego radia gości też antysemityzm, m.in. w wykonaniu prof. Bogusława Wolniewicza, co wielokrotnie spotykało się z krytyką Rady Etyki Mediów. „Trwające u nas od dziesięciu lat, lekko licząc, nachalne forsowanie kultury żydowskiej i żydowskiego punktu widzenia staje się już nie do zniesienia” – mówił podczas jednej z wielu audycji, do których został zaproszony w RM emerytowany profesor filozofii UW.

Podobne w tonie komentarze z anteny Radia Maryja wygłaszali też m.in. Stanisław Michalkiewicz (jego zdaniem Żydów nie można obarczyć jedynie winą za „wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i powodzie”) czy Jan Kobylański (polonijny milioner z Urugwaju i sponsor imperium o. Rydzyka), słynący z antysemickich sugestii podkreślających, że to „parodia, że dzisiaj w rządzie czy w parlamencie Polaków prawdziwych nawet nie ma 30 procent”.

Jakie granice dobrego smaku i etyki muszą zostać jeszcze przekroczone, żeby spotkało się to z ostrą krytyką środowiska dziennikarskiego i odpowiednią reakcją prokuratury?

współpraca Agata Szczerbiak

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj