Amunicja
Działo się to za Gierka w PRL.

I sekretarz już się nieźle pruł, chociaż pewnie miał nadzieję, że się jakoś wykaraska. Któregoś dnia w garażu Staszka Barei na Mokotowie przygotowywaliśmy do druku nasze podziemne pisemko „Strachy na Lachy”. Jacek Fedorowicz i ja byliśmy od tekstów i rysunków, a Tomek Michalak od matryc. Ze trzysta egzemplarzy nakładu już machnęliśmy, a wtedy Staszek nagle: Tak sobie myślę, że drukujemy te kartki dla tych, którzy i tak wszystko wiedzą. To może nie drukujmy? – zapytałem dowcipnie. Bareja zmarszczył twarz w okropnym grymasie, co zawsze zapowiadało jakąś celną ripostę zamykającą temat. Nie myliłem się. Trzeba to robić dla podtrzymania ducha walki – powiedział Staszek – słowo jest naszą jedyną amunicją.

Dziś, kiedy czytam w „Wyborczej” o niespecjalnie chwalebnych związkach biznesowych i uczuciowych Antoniego Macierewicza oraz w POLITYCE o – że tak powiem – niekoherentnych operacjach finansowych męża premier Szydło, jednego jestem pewien.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną