Szczyt NATO: nowe wyzwania, nowe odpowiedzi
Uszczelnianie pęknięć
W Warszawie NATO musi zdecydować nie tylko jak i przed kim, ale także czego i jakich wartości chce bronić.
Pamiątkowe zdjęcie z natowskich ćwiczeń Anakonda 2016 w Polsce
Sławomir Olzacki/Forum

Pamiątkowe zdjęcie z natowskich ćwiczeń Anakonda 2016 w Polsce

Spotkania przywódców państw Sojuszu Północnoatlantyckiego z reguły odbywają się co dwa lata. Zjazdy są krótkie, z noclegami trwają góra kilkadziesiąt godzin. Materią spotkań są korekty strategii sojuszu w reakcji na nowe lub najpilniejsze zagrożenia oraz rozwój aktualnych wypadków: teraz szok po Brexicie, Rosja, Państwo Islamskie (a w kuluarach m.in. pewnie finałowa faza piłkarskiego Euro). Biorąc pod uwagę, że na Stadionie Narodowym pojawia się kilkudziesięciu ważnych i ważniejszych polityków z Europy i Ameryki, spraw do omówienia jest wiele, trzeba odbyć po kilka spotkań dwustronnych (i wykonać pamiątkowe zdjęcie grupowe), to na żywe dyskusje w pełnym gronie czasu za bardzo nie ma.

Bywały szczyty, kiedy faktycznie się spierano. Jak w Bukareszcie w 2008 r. – wtedy NATO było chyba u szczytu swojej potęgi – gdy dyskutowano o zaproszeniu do sojuszu Ukrainy i Gruzji. Rok później we francuskim Strasburgu i niemieckim Kehl nie bez trudności wybierano nowego sekretarza generalnego. Ale choć stanem skupienia organizacji międzynarodowych są właśnie takie spotkania, to w przypadku NATO z dużym wyprzedzeniem szczegółowe ustalenia przyjmują ministrowie obrony i spraw zagranicznych. Szczyty muszą być przygotowane, bo kwestie wojskowe to głównie technikalia, budżetowe zawiłości, plany przerzucania ludzi i sprzętu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj