Gdzie dwóch się bije...
Pisałem w POLITYCE niedawno o dziwnych prywatnych i półprywatnych „państwach”, które rodzą się na naszym świecie jak grzyby po deszczu. Parę słów jeszcze o jednym z nich – Lieberlandzie.

Flaga w poprzeczne żółto-czarno-żółte pasy z herbem pośrodku; na herbie u dołu błękit wody, wyżej na białym tle czarny ptak i słońce. Dewiza zaczerpnięta z Christopha Martina Wielanda: „Żyć i pozwolić innym żyć”.

Oto pod koniec XIX w., żeby ułatwić żeglugę, przeprowadzono na odcinku Dunaju rozdzielającym Serbię od Chorwacji (Austro-Węgier) istotne prace melioracyjne. Zmieniły one miejscami przebieg głównego nurtu rzeki tak, iż niektóre łachy i bezludne wysepki ongiś serbskie znalazły się po stronie chorwackiej i odwrotnie, inne jeszcze po prostu nie wiadomo gdzie. Przypomnijmy, iż były to czasy, kiedy burżuazja chorwacka ciążyła ku Serbii, w której z kolei silny był ruch opowiadający się za stworzeniem wspólnego państwa serbo-chorwacko-słoweńskiego pod berłem serbskiej dynastii Karadziordziewiciów.

Jeżeli więc ktoś nawet słyszał o pogranicznym fluwialnym zamieszaniu, nie miał żadnego interesu w zadrażnianiu stosunków między narodami w imię jakichś trzcin i piasków.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj