Jarosław Kaczyński wszedł w kolejną fazę bitwy o pamięć. Nikt poza nim nie może mieć zasług
Prezydent Andrzej Duda został ostatnio podwójnie zgrillowany – przez Baracka Obamę i Jarosława Kaczyńskiego.
Adam Chelstowski/Forum

Prezydent Duda ma fatalny okres. Niby mógł cieszyć się szczytem NATO, który firmował jako gospodarz i do którego przyłożył się dyplomatycznie. Ale też odbył słynną konferencję prasową z prezydentem Obamą, znalazł się w kamerach telewizyjnych całego świata.

W tej historii skumulowały się, niestety, fatalne dla prezydenta Polski przekazy i znaki. Po pierwsze, właśnie w kamerach można było zobaczyć skonfundowaną – delikatnie mówiąc – minę Andrzeja Dudy, który musiał wysłuchać, nie ma co owijać w bawełnę, połajanki prezydenta Obamy i pouczenia, a nawet zalecenia, by polska demokracja się nie psuła. Prezydent amerykański nawet upomniał się o Trybunał Konstytucyjny.

Potem liderzy PiS robili, co się dało, by sensy słów Obamy powykręcać, ale to na nic, wszyscy pojęli co należy. Wystarczy przejrzeć internet i przeczytać gazety zagraniczne. Bezradność prezydenta Dudy, jak i całej polskiej dyplomacji, była i jest zawstydzająca. Upokarzająca zresztą dla nas wszystkich.

Ale grillowania nie dość. Otóż Jarosław Kaczyński dziękując politykom PiS, którzy mieli najwydatniej przyłożyć się do organizacji szczytu, a wśród nich przede wszystkim Antoniemu Macierewiczowi, nie wspomniał o prezydencie Dudzie. Potem na pytanie dziennikarza o powód jej pominięcia sprawę umieścił w kategorii „przeoczenie”. W ogóle tego dnia prezes prezentował się jako samoistny władca Polski, który składa wieńce, wydaje opinie, poklepuje po plecach swoich podwładnych.

Oczywiście to pominięcie na liście zasłużonych Andrzeja Dudy było celowe, było karą. Są domniemania i przypuszczenia, że powstało jakieś napięcie między dwoma ośrodkami, z których jeden, czyli Jarosław Kaczyński, natychmiast takie nienormalności i niesubordynacje reguluje. Irytację prezesa mogło wywołać przemówienie Andrzeja Dudy na inaugurację szczytu, w którym podziękował on za włożony trud przedstawicielom poprzedniej zmiany, czyli Bronisławowi Komorowskiemu i Tomaszowi Siemoniakowi. Takich samodzielnych gestów prezes nie znosi, już kiedyś strofował Andrzeja Dudę, który wyrwał się z pojednawczymi słowami adresowanym do przeciwników politycznych w kolejną rocznicę tragedii smoleńskiej.

To nawet nie chodzi o to, że prezydent coś tam sobie mówi. Chodzi o to, że Jarosław Kaczyński wszedł w kolejną fazę bitwy o pamięć i o zasługi historyczne, czego widomym przykładem jest wydana właśnie autobiografia. Po jej lekturze oczywiste jest, że nikt poza samym Kaczyńskim i ludźmi przez niego wskazanymi nie może mieć racji historycznej, a tym bardziej zasług.

Prezydent jest zatem grillowany, ale nie ma co się nad nim użalać, sam ochoczo wskakuje na ruszt.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj