Antropologia wakacji
Ta sama pycha, która przed stu laty wyniosła człowieka aeroplanem ponad ziemię, wygnała go również na wakacje.

Ma za swoje! Grzechem i pokutą są wakacje. Siedzieć w domu znaczyłoby marnować czas i życie. Przecież pracuje się po to, by móc przestać, czyli dla wakacji. To one mają być życiem. Więc żyjmy! Oto imperatyw turysty. Za niskie ambicje, za próżną świata ciekawość, za nadmiar pieniędzy, które trzeba wydać, za euforię widoku pradawnego i niewzruszonego morza, za żywiczny powiew lasu i ożywczą bryzę mały Epikur zapłaci cenę licznych upokorzeń.

Człowiek-turysta, homo-viator, rusza z posad bryłę swego małego świata, uciekając z domu na trzy tygodnie, w wielkiej nadziei na nie wiadomo co. W nadziei nieokreślonej i bezmyślnej, chaotycznej i otumaniającej. W poczuciu, że musi wykorzystać życie, bo życie bez ruchu jest tylko czekaniem na śmierć. Ucieka więc przed nią na wakacje. Daje sobie jeszcze jedną szansę. A potem wraca skruszony, choć wzbogacony mądrością, iż wszędzie źle, ale w domu najmniej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj